Enfeus Lodge „Enfeus Lodge”

Wydawca: Obscure Abhorrence Records

Jako, że w naszej redakcji redaktorzy są wybredni i nie będą wszystkiego recenzowali, to dostała mi się w spadku epka francuskiego bandu o nazwie Enfeus Lodge, no bo kto jest w kejosie chłopcem od brudnej roboty?

Po włączeniu „Enfeus Lodge” trochę przestałem się dziwić Hellstormowi, że rzucił fochem i ociągał się z tą recenzją (tak, o Tobie mówię! Hehe…). Krążek rozpoczyna się chorałami jakowemyś i melodeklamacją w języku francuskim. O czym? Tego nie wiem, bo może i jestem z francuskiego dobry, ale tu nie miejsce na moje erotyczne przechwałki, hehe… po trzech minutach takiego gadania wchodzi gitara akustyczna, trochę oazowa, trochę dansingowa. I ona się ciągnie przez następne trzy minuty. Potem wchodzą już normalne gitary, normalny skrzek i perka. Wszystkie partie instrumentów odgrywane są na poziomie podręcznika „Black Metal dla początkujących”. Żenujące perkusyjne bity, tragicznie infantylne i przewidywalne riffy, naiwne klawiszowe wstawki, damskie wokale i macie obraz tego, co zabiło scenę w połowie lat dziewięćdziesiątych – bezmyślne kopiowanie przy braku większych umiejętności kompozycyjnych. W drugim utworze, dla dodania atmosfery grozy wokalista robi wilcze „Aauuuuuu!!!”, nie wiedząc chyba nawet (mam nadzieję, że nie zdaje sobie z tego sprawy), jakie pośmiewisko z siebie robi. Blisko jedna trzecia krążka to wstawki, intra, melodeklamacje i inne gówna i nie wiem, czy się cieszyć, że wówczas panowie nie męczą instrumentów, czy płakać, bo i te wszystkie „przeszkadzajki” są marne. Nie wiem, może to Enfeus Lodge komuś się podoba, w końcu ktoś ich wydał – tutaj też się dziwię szefostwu Obscure Abhorrence Productions, wszak inne pozycje w ich katalogu to w większości rzeczy bardzo dobre. Shit happens.

Zwracam honor redakcyjnemu koledze, to nie jego lenistwo, lecz wyrachowanie sprawiło, iż ja musiałem się zabrać za Enfeus Lodge. Niechże ja go dorwę, połamię mu tipsy i rozpuszczę plotki na mieście o „wstydliwej przypadłości”. Albo gorzej, jak tylko ukaże się druga płyta tych Francuzów, odżałuję i mu kupię. Bo tak się z kolegami nie postępuje!

Ocena: 1,75/6

Tracklist:

1. Iri-has chu, d’un désastre obscure
2. Ô grand fossoyeur des paix nocturnes
3. Le roi des morts
4. Je suis d’ailleurs
5. Ars moriendi
Autor

11626 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *