Wydawca: Pulverised Records

To co w Norwegii rozumie się pod słowem black metal, często zmienia oblicze. Black metalem nazywa się „A Blaze in the Northern Sky” oraz wypociny Satyricon z orkiestrą symfoniczną. Ramy tego gatunku, nie tylko na północy, są bardzo szerokie.

Między innymi, dlatego norweski hord o nazwie Endezzma, też należy do grona zespołów grających ten gatunek. Chłopaki na swoim najnowszym wydawnictwie „The Arcane Abyss” zapodają nam bardzo epicką wersję czarnego metalu. Mam skojarzenia z wieloma hordami: trochę słyszę tam Dark Funeral w nowszej odsłonie, trochę zalatuje mi to starym Emperorem. Takie wszystko w jednym. Podane na złotym talerzu, wypolerowanym na błysk. Brzmienie krystaliczne, dopracowane, wręcz idealne. Ten fakt w połączeniu z dużą dozą melodii, trochę mnie odrzuca. To nie jest to, czego w black metalu poszukuję. Całość byłaby dość kiepska, gdyby nie dwa naprawdę fajne „przeboje”. Pierwszy, który głęboko wpadł mi w ucho to „Morbus Divina”. Kawałek żywy, ocierający się momentami o energiczny thrash z zajebistym refrenem. Taka koncertowa „petarda”. Na tle całej płyty numer wypada ciekawie. Drugim wyróżniającym się kawałkiem jest „Serpent Earth”, który urzekł mnie heavy metalowymi wokalami. Tylko ten klawisz bym wyjebał, bo ten smętny przerywnik w środku numeru zdecydowanie kłuje mnie w uszy.

No i tak wygląda ta płyta. Totalne nihil novi, ale są momenty. Czy warto się bliżej zapoznać? Jak komuś się bardzo nudzi…

Ocena: 6/10

Tracklist:

1. Intro
2. Malferno
3. The Arcane Abyss
4. Gates Of Mephisto
5. Morbus Divina
6. Sick Kulta Lucifer
7. Serpent Earth
8. Esoterisk Mystagon
9. A Grave So Deep