Empty Playground „Under Dead Skin”

Wydawca: Witching Hour

Naczekał się debiutancki długograj Empty Playground na recenzję w naszym zacnym i pełnym celnych,  ciętych tekstów łebzinie. A bo to ten nie mógł, tamten zapomniał i inne takie przeciwności losu. W końcu ja podjąłem się opisania „Under Dead Skin”, a mając w pamięci demo zespołu – które swoją drogą też recenzowałem – wysoką ocenę mogłem wystawić w ciemno.

Już słuchając dwa lata temu „Empty Playground” przeczuwałem, że mam do czynienia z debiutantem o którym niedługo będzie głośno. I się nie pomyliłem. Od momentu ukazania się „Under Dead Skin” słyszę same peany na cześć Poznaniaków. I powiem Wam, wcale mnie to nie dziwi. Ciężko mówić coś innego, a i szukać dziury w całym, kiedy dostajemy kopa w twarz w postaci 56 minutowego połączenia bezkompromisowej death metalowej młócki z elementami brudnego i odczłowieczonego industrialu.. Wszystko to poprzetykane jest wstawkami z horrorów, które jak mniemam poznacie, a przynajmniej znać powinniście. Przy recenzowaniu demówki „Empty Playground” napisałem, że na szczęście tego komputerowego plumkania jest nie wiele. Teraz powiem, że na „Under Dead Skin” jest go tyle, ile być powinno. Muzyka zawarta na tym krążku tworzy wrażenie, jakby panowie nie do końca mogli się pochwalić stanem psychicznym określanym jako „ogólny dobry”. Płyta ta ucieszy wszelkich maniaków perwersyjnego i popieprzonego( w pozytywnym znaczeniu) grania, którym nie obce są wszelki odmiany „-filli”, a wyszukiwanie coraz to nowych sposób uśmiercania sąsiadów sprawia im wielką przyjemność. W skrócie mówiąc : niekoniecznie płyta dla wszystkich. Nie jest to co prawda odkrywanie Ameryki, ani żadna tam nowa jakość, ale oddać chłopakom muszę jedno. Ich debiut przygotowany jest pod każdym względzie profesjonalnie. Mimo pozornego wrażenia jakoby muzyka Empty Playground była zbiorem przypadkowych dźwięków błąkających się w umysłach psychopatów, to gdy spojrzymy na całość, zadziwia ona zwartym konceptem. W tym szaleństwie jest muzyka.

I na koniec coś czego nie lubię, czyli chwalenie. Cholera jasna, bardzo dojrzały debiut. Zazwyczaj to jest na zasadzie „a jakoś to będzie”. Tu się może przyklepie, tam większy młotek weźmie. Tu wszystko jest  na swoim miejscu Czy debiut roku? Nie wiem, bo jeszcze parę miesięcy przed nami. Ale skopało mi mój kaprawy ryj dość mocno.

Ocena: 8/10

Tracklist:

01. Godless
02. Exit Room 1
03. What`s Inside Me
04. Enter Room 3
05. Morning of the Beast
06. Enter Room 4
07. C.O.H.F.
08. Exit Room 4
09. Rage
10. Enter Room 6
11. God is Testing You
12. Enter Room 7
13. All I Have
14. Enter Room 8
15. We illuminate
16. Enter Room 9
17. D.E.V.I.L.
18. Enter the Great Hall
19. Stones & Styx
Autor

3608 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *