Elyria „Reflections and Refraction”

elyriaWydawca: Dark Wings Records

Boska, czyli nasz nowy As z rękawa, ostatnio była chyba zaskoczona, że u nas to czasem trzeba gówna recenzować. Więc akurat jak znalazł (może ktoś przewidział) dostałem płytkę niemal instruktażową – popisową porcję kału.

No bo to faktycznie tak bywa, że czasem ktoś rozsyła promówki jak leci, nie patrząc nawet gdzie – zwłaszcza, że przesłanie pliku nic nie kosztuje. Pewnie jakby jeden z drugim musiał wydać piniondz na wysłanie czegoś takiego jak Elyria do Chaos Vault to zainwestowałby je lepiej. Na przykład – wrzucił do najbliższej kratki ściekowej. Bo to co dostajemy w trzynastu numerach pod zbiorczym tytułem „Reflections and Refraction” inaczej nie można potraktować, jak zjebać od góry do dołu oraz wte i nazat. Już za samo określenie gatunku – female fronted metal. Rozumiem, że taki Witchmaster to male fronted metal a na przykład Judas Priest – gay fronted metal. Dobra, pod fimejl fronted metalem znajduje się po prostu miks wszystkiego z czego sobie w kejosie kpimy – power metalu, gotyku, symfonicznego metalu, ballad i reszty badziewia. Pierwsze co słyszymy to totalnie przecukrzone klawirki. Drugie co słyszymy to laska, która strasznie chciałaby pewnie zostać kiedyś diwą operową, ale z takim głosem to może czasem conajwyżej zaśpiewać „Awe Maryja” na weselu u najlepszej koleżanki. Po trzecie – od razu się Wam rzucą w uszy kiepskie melodyjki, skoczne że aż w żołądku Wam nie dobrze, albo takie rzewne, że płakać się chce, ale z politowania. Mało tego – na tej płycie idzie wyłapać najnormalniejsze w świecie fałsze (o czym mówiłem) ale nawet wpadki gitarzystów. Słuchać też straszliwą biedę jeśli chodzi o teksty – złożone z ładnie brzmiących fraz, które na moje ucho kupy się nie trzymają. Choć skoro mowa o kupie… Nie, olejcie ten album, serio. No, chyba że chcecie wyrwać mroczną licealistkę w czarnej sukni uszytej z zafarbowanej firanki – wówczas możecie sobie Elyrię zakupić i zaprosić ją na odsłuchiwanie wspólne przy świecach i lampce wina. Taka to bowiem jest płyta.

Od razu powiem, że Boskiej życzę do odsłuchiwania samych dobrych płyt, bo co ma się męczyć z takimi wykwitami jak Elyria. No ale wiadomo, jak to w życiu – człowiek pójdzie na łąkę zbierać kwiaty, a wdepnie w gówno.

Ocena: 1/10

Tracklist:

1. Open Portals
2. The Vigil
3. Blind
4. Colour of Silence
5. Salome
6. Human Caleidoscope
7. Beyond Earth
8. Only Words
9. Faceless
10. Mindshift
11. Dreamwalker
12. Virtues
13. Distance

Autor

11089 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *