Eclectika „Lure of Ephemeral Beauty”

 

 Wydawca: Asylum Ruins Records

Recenzent jest nie przymierzając jak 28 batalion Maorysów w operacji Avenger. No ktoś kurwa, musi iść pierwszy. Zbadać teren, zaatakować, albo ewentualnie dać odpór. Takie mięso armatnie, które wrócić wcale nie musi, ale przynajmniej ostrzeże, że jest problem. Pewnie spodziewacie się już z czym miałem w przypadku tej recenzji do czynienia?

 

Nie macie bladego pojęcia – możecie mi wierzyć. Przez długi czas na przysłowiowej kartce papieru na której miała powstać ta recenzja było tylko jedno stwierdzenie: „JA PIERDOLĘ”. Z okładki wyziera bezkres kosmosu, a w mojej głowie podobnej wielkości pustka. Co z tym kurwa zrobić? Za projektem Eclectika stoi niejaki Sebastien Reginer. Sam napisał muzykę i  tekst. Stworzył projekt graficzny wkładki. Sam to wyprodukował i jeszcze najprawdopodobniej  to wszystko wydał. Nie dziwię się – nikt przy zdrowych zmysłach nie zainwestowałby w to pięć minut swojego czasu, o pieniądzach nie wspominając. Eksperyment i post black metal – to tu ma niby być. Nie znam ja Sebastiena R., ale z tego co usłyszałem wnioskuję, że nie mielibyśmy o czym rozmawiać. Nie wiem z czego to wynika, ale funkcjonuje takie przekonanie, że podpisanie swojej muzyki jako „eksperymentalna”, daje twórcy prawo do zalewania biednego słuchacza najgorszym gównem, bez chwili zastanowienia, czy tędy droga? Czy łączenie płaskiego brzmienia (chociaż w zasadzie: jakiego kurwa brzmienia??) z samplami, które brzmią jak najgorsze midi, plastikową perkusją i wyjcem (w sumie dwoma nawet) w postaci dziewoi, to naprawdę coś nowatorskiego, żeby nie powiedzieć eksperymentalnego? Czy misz-masz, który twórca uzyskuje dzięki niemal losowemu rozkładaniu sampli w pianoroll, to naprawdę dobry powód do prezentowania swojego dzieła szerszej publiczności?Ja wiem – to zawsze znajdzie odbiorców, w myśl zasady „każda potwora…”. Jestem w sobie wyobrazić, że gdyby nad brzmieniem siadł profesjonalista, to liczba słuchaczy pewnie by się zwiększyła. Może nie w znaczący sposób, ale kto wie – ilu takich Sebastienów chodzi po świecie.

Są płyty, których nie da się zapomnieć. Są też takie, które nam umykają – z różnych oczywiście powodów. W teorii Eclectika osiągnęła swój cel – nie dam rady zapomnieć ich trzeciego krążka. W  praktyce jednak – nie wiem czy zależało im na tym, żebym szedł na czele krucjaty przeciwko ich twórczości. No trzeba to wypalić ogniem.

Ocena: Bez jaj/10

Tracklist: 

01. Through the Supernova Remnant
02. Lure of Ephemeral Beauty
03. Cyclic Anagnorisis
04. Room Nineteen
05. Sophist’s Death: Legacy and Bitter Tears
06. Trauma 835
07. Sweet Melancholia
08. Les Sept Vertus Capitales
09. Handicapped Sex in a Mental Orgy
10. Aokigahara

Autor

3304 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *