Dual-Coma „The Diary”

Dual-Coma  The DiaryWydawca: Let Them Come Productions

Drogi pamiętniczku…

Czy pamiętasz, jak kilka lat temu pisałem, że recenzuję sobie płytkę zespołu Dual-Coma? Napisałem podówczas, że kapelka powinna trzymać się mocniejszych partii, które były po prostu na moje ucho lepsze. I wiesz co, drogi pamiętniczku? Nie posłuchali mnie. Rozmiękczyli swoją muzykę, zrobili ją jeszcze słodszą, jeszcze bardziej plastikową… Drogi pamiętniczku, jak myślisz, dlaczego? Dlaczego ludzie nie chcą słuchać dobrych rad? Przecież ja im życzyłem i radziłem z dobroci serca. A teraz dostaję „The Diary” i jak słucham tej płyty, to przed oczyma stają mi grajkowie z podkreślonymi czarną kredką oczyma skaczący z gitarami w górę i w dół. Coś innego natomiast nie staje mi w ogóle. Drogi pamiętniczku, Ty wiesz i mnie rozumiesz – ja strasznie nie lubię takiej muzyki. A Dual-Coma brzmi jak mój najgorszt sen. Pamiętasz który (jak nie pamiętasz to ci napiszę drogi pamiętniczku, że chodzi o ten, co był w nim wuj Zenon i jego specjalny pas…). Drogi pamiętniczku, dlaczego oni chcą grac tak bardzo melodyjnie, dlaczego ich wokal jest taki jak z teledysków młodzieżowych Linkink Park, dlaczego wszystko jest takie przewidywalne? Dla kogo? Dla siebie, drogi pamiętniczku? No to nie trafiają wobec tego do mnie. „The Diary” to jest mój koszmar, tej płyty nie mogę zdzierżyć i nie wysłucham jej drogi pamiętniczku trzeci raz. Już drugi raz jest mi tak bardzo trudno. Drogi pamiętniczku, ja nie mogę nawet nazwać tej muzyki melodyjnym death – za przeproszeniem – metalem. To jest metalcore, najbardziej typowy z najbardziej typowych. Próbuję, drogi pamiętniczku naprawdę próbuję się przekonać, żeby znaleźć coś na tym krążku, co mnie się spodoba. Nie da się, nie podoba mi się stąd nic. Nie ma to drogi pamiętniczku zęba, nie ma pier… (tak, pamiętam drogi pamiętniczku, że na twoich stronach się nie pisze brzydkich wyrazów), strasznie mnie denerwuje ta muzyka i chcę ją wyłączyć jak najszybciej.

Drogi pamiętniczku, wyłączam już „The Diary” i włączę coś co oboje lubimy, dobrze? Włączę nam Odrazę i „Wielkiego Mizogina”, dobrze? Dobranoc, drogi pamiętniczku…

Ocena: 3/10

Tracklist:

1. Fire Walk With Me    
2. My Story    
3. Unfaithful    
4. Paper Planes    
5. The Calling    
6. Revolution    
7. Disintegration    
8. Fake Life    
9. Last Journey    
10. Enemy    
11. Bulletproof Hearth Pt. II

 

 

 

Autor

11089 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

3 komentarze

  • Oracle jak sam pisze – ” w życiu nie trzymał instrumentu w ręku ” no cóż…
    Nie rozumiem wcale tej recenzji – jest tylko sama zjebka, bo recenzent nie jara się taką muzyką.
    A gdzie obiektywizm?
    Bardzo gimbusowa ta recenzja… 🙂

  • Lolu droga, doczytaj proszę do końca zacytowany przez Ciebie fragment – „W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we niebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.” Obiektywizm recenzencki nie istnieje – albo się podoba, albo nie. ;] Trzymanie instrumentu w ręce nie jest wymogiem recenzji, Kałużyński też pewnie żadnego filmu nie nakręcił, a filmy recenzował 😉

  • Chłopie nie pisz juz bo chyba z muzyką miales kontakt w 3 klasie podstawowki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *