Domains „Sinister Ceremonies”

Domains Sinister CeremoniesWydawca: Sinister Flames Records

Z lekkim opóźnieniem, ale zawsze – oto i recenzja debiutanckiego albumu Hiszpanów z Domains. I powiem na wstępie krótko – gdyby to była kupa, to po takim czasie nie ruszyłbym tego palcem, nawet gdyby przysłali by mi to na winylu.

A prawda jest taka, że „Sinister Ceremonies” ukazało się w styczniu zeszłego roku, czyli już szmat czasu temu. Pod całkiem niezłą okładką kryje on natomiast dziesięć black/death metalowych strzałów. Baaardzo dobrych – Hiszpanie sprawnie wyważyli proporcje obu gatunków, gdzie death metal jest w przewadze, charakteryzuje się brzmieniem, sposobem w jaki skomponowano materiał, zaś black metal nadaje całości posmaku i atmosfery – nie ma go wiele, lecz jest wyczuwalny. Ogólnie „Sinister Ceremonies” charakteryzuje się mroczną atmosferą, gdzieś tam pobrzmiewają mi konotacje z muzyką Necros Christos, gdzieś indziej z Teitanblood albo Funebrarum – oczywiście zakładam, że trzy czwarte czytających te słowa zna i ceni (albo chociaż zna) wspomniane przeze mnie zespoły i wie już jak mniej więcej prezentuje się muzyka Domains. Choć może od tych kapel Domains jednak różni się pod względem kompozycyjnym, o tyle nad nimi wszystkimi unosi się podobny duch. Czarny metal śmierci w naprawdę dobrym stylu – takich rzeczy nam trzeba, bo jak ostatnio słuchałem jakiegoś melodyjnego gówienka to tylko wodziłem wzrokiem po kolejnych płytkach do recenzji z nadzieją na mocniejszy i bardziej treściwy wpierdol. Chciałem i mam, dzięki Domains.

Ta płyta ma już tyle miesięcy, że pewnie spokojnie wszyscy zainteresowani po nią raczyli sięgnąć. Jeśli jednak ktoś przespał, przeoczył lub ma inną wymówkę – niech szuka swojej kopii. Dostępne we wszystkich formatach, więc marudzić nie będziecie.

Ocena: 8/10

Tracklist:

1. Domains
2. Mastery
3. Through Infernal Damnation
4. Raped by Darkness
5. Hopeless
6. Eucharist of Relevance
7. Crowned at Dusk
8. Towards Pleroma
9. Labyrinth of Incense
10. Sinister Ceremonies

 

Autor

11177 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *