Wydawca: Agonia Records

Może nie wszyscy pamiętają, ale debiut tych szwedzkich black/thrashersów całkiem dobre zebrał recenzje. Od tamtego czasu zespół niby nie próżnował, jednak dopiero po trzech latach dostaliśmy ich drugi duży album.

Zasadniczo, nie mogę powiedzieć, by styl muzyki wykonywanej przez Die Hard uległ drastycznym zmianom. W dalszym ciągu mamy do czynienia z chwytliwym nakrapianym na czarno thrash’em. Jednak przyznam, że „Conjure The Legions” nie słucha mi się już tak dobrze jak „Nihilistic Visions”, sam zresztą nie mam pojęcia dlaczego. Niby wszystko na swoim miejscu, czyli wpadające w ucho riffy, napierdzielające tempo perkusji, rock’n’rollowe bujanie, czytelny wokal, dzięki któremu możliwe jest nawet skandowanie refrenów – jednak jakoś ten krążek przelatuje, nie wprowadzając mnie w niespotykane dotąd zachwyty. Moim zdaniem debiut był lepszy, bardziej bezpośredni, bardziej porywający – może to zbyt czyste brzmienie „Conjure The Legions” powoduje, że nie macham łbem tak maniakalnie jak poprzednio. Przecież krążek nie jest zły, niemniej jednak brakuje mu jakiegoś czynnika, który wyniesie go z przedziału „niezły” na „zajebisty”, jak poprzednio. Każdy numer z osobna jeszcze ujdzie, jednak wszystkie wzięte do kupy już nie kopią jak powinny.

Można by stwierdzić, że jestem trochę rozczarowany dwójką Die Hard. Trochę jestem. Mimo wszystko to wciąż porządna pozycja, jeśli ktoś ma ochotę na mały satanistyczny head banging.

Ocena: 7/10

Tracklist:

1. Conjure the Legions  
2. Masters of Deceit  
3. Satanic Uprise  
4. Thrash Them All  
5. Cold Scythe  
6. Sanctify the Morbid  
7. Antichrist  
8. Stand Up  
9. Robe and Crown