Diatom „Diatom”

Co to ten Diatom? A no kapela muzyków, którzy działają również w zespole Ropień. Choć przyznam, że nie jest to pewnie do końca rekomendacja dla przeciętnego czytelnika Chaos Vault.

Ale Diatom podesłał do mnie ostatnio płytę do zrecenzowania, więc oczywiście szansę dać im należy. Choć materiał to niełatwy, przyznam się bez bicia. Nie wiem czy do końca przeznaczony dla takiego typa jak ja. Przede wszystkim należy sobie postawić pytanie – czy to w ogóle jest metal? No nie wiem. Dużo tu się dzieje. Na „Diatom” znajdziemy fuzję gatunków. Trochę metalu, trochę post metalu, trochę rocka, trochę jazzu, trochę progresji. A to tylko cztery utwory i coś około dwudziestu minut muzyki z hakiem. Do mnie najbardziej trafiają dwa – „Każdy” i „Powrót”. Bo przepadam za takim użyciem noir jazzowych elementów w muzyce – mroczny, płynący saksofon. Tylko dlaczego tych momentów tak mało? Ogólnie album utrzymany jest w szarych barwach, ponurych dźwiękach, niskiej temperaturze i niestety dość często wypada to zbyt monotonnie. No przynajmniej mnie ta płyta nudzi. Przy każdym odsłuchu czekałem tylko na ten ostatni numer, z fantastycznie użytym saksofonem. Trochę szkoda, ale to po prostu muzyka nie dla mnie. Jakby całość była taka jak wspomniany już powrót, brałbym w ciemno.

No nie wiem. Podejrzewam, że mało kto z Was łyknie zespół Diatom. Zbyt dużo tu „artyzmu” i tego post-czegoś, przynajmniej jak dla mnie. Ale ostatni numer super.

Ocena: 5/10

01. Ostatni

02. Najdalej

03. Każdy

04. Powrót

Autor

11970 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *