Devil Worshipper “Music for the Endtimes”

Wydawca: I, Voidhanger Records

Kurna, pogubiłem się już w tych wszystkich projektach Matron Thorna. I o ile jeszcze Ævangelist ogarniam, a Præternatura kojarzę, tak pozostałych już za cholerę nie jestem w stanie wymienić. Koleś musi być jednak bardzo płodny, skoro ciągle mu mało i co rusz wymyśla coś nowego. Tym razem padło na Devil Worshipper z którym to walczę ostatnimi czasy dosyć często.

Pisząc walczę, mam na myśli: staram się mocno w niego nie wciągać, bo gdy już to zrobię wszystko inne dookoła się nie liczy (na przykład: przegapione przystanki w drodze do pracy). Żeby jasno nakreślić sprawę. “Music for the Endtimes” to jakaś pojebana mieszanka black metalu, lekkiego industrialu z wypadkową rocka lat ‘70, okraszona dodatkowo wokalno-schizofreniczną inkantacją ku czci diabła podczas egzorcyzmów nasączonych dodatkowo substancjami psychoaktywnymi. Ciekawe? Przy pierwszym odsłuchu byłem równie osłupiały, co w kropce. Już po krótkim intrze i pierwszym kawałku dostałem wypadkową muzyki Ævangelist i miejscami Blut Aus Nord – z okresu dajmy takiego “Odinist” – z klimatem rodem z “Dziecka Rosemary” Polańskiego. Nosz kurwa, pomyślałem sobie, o co tutaj biega? Czy całość jest taka? Czy tylko początek? Na szczęście… całość. Co prawda miejscami materiał z początku odpycha dużą ilością dysonansu, męczy dłużyznami, ale po dłuższej chwili równie mocno wciąga (“Fornicating Angel”, “Melancholy Loves The Dark”) i zmusza, by sprawdzić jakie jest jego zakończenie i co jest po ciemnej stronie mocy. Muzycznie więc jest klawo, niczym na narkobalandze. Wokalnie za to, jeszcze bardziej odjazdowo. Fr. A. A. robi tutaj naprawdę bardzo dużo a jego głos jest główną, obok muzyki, siłą tego materiału. Dzięki niemu dostajemy z jednej strony opętańca, a z innej szaleńca, wręcz obłąkanego maniaka zapowiadającego nadejście zbawiciela. Klawo, ale po jaką cholerę? Tego już nie wiem, ale wiem jedno. Chcę więcej, jak heroinista chcący wstrzyknąć sobie kolejną działkę (“Parish Apothecary”).

Myślę, że jakbym zażył odpowiednią dawkę C20H25N3O i odpalił “Music for the Endtimes” odszukałbym nowe drzwi do światów równoległych. Tylko dla odważnych i otwartych na nowe doznania, reszta może sobie podarować.

Ocena: 8/10

Tracklista:
01. Ablutions
02. Spiritual Immanifest
03. Degenerate
04. Fornicating Angel
05. Harlot Flesh
06. Melancholy Loves The Dark
07. Heroin
08. Throat Of The False Prophet
09. Parish Apothecary
10. Requiem Ex Abyssus

Autor

362 tekstów dla Chaos Vault

M. Grafoman, pies karawaniarski... Koneser i nałogowy degustator 40%. Fan zarówno śmierć, jak i czarciego metalu, którego słucha od komunii... 33,4% joürnalist, 66,6% drünk bästard...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *