Deus Mortem „Kosmocide”

Wydawca: Terratur Possessions / Malignant Voices

No do jasnej cholery, ja spodziewałem się że Deus Mortem swoim nowym albumem pokaże większości polskiej sceny gdzie ich miejsce, ale że aż tak? Bo wychodzi na to, że płyta roku ukazała się wyjątkowo wcześnie.

The Destroyer”, czyli pierwszy numer, który zespół upublicznił już sam w sobie spowodował, że słuchaczom szczęki opadły do kolan mniej więcej. Ja mam tę przyjemność, że „Kosmicide” znane jest mi od paru tygodni i mogę Wam zagwarantować, że gdy już usłyszycie całość, połamiecie sobie te szczęki o podłogę. Deus Mortem nagrało album który dla mnie jest esencją black metalu. Wszystkiego co powinien ze sobą nieść ten gatunek. Ten album to przede wszystkim riffy oraz klimat. Te pierwsze – agresywne, ostre, tnące po policzkach, głęboko i do krwi. I to się tyczy każdego numeru na tym albumie, niezależnie czy jest to „The Souls of Worlds” czy „Through the Crown it Departs” czy którykolwiek z innych. Z każdego sączy się pierdolony jad, wsiąkający w blizny po opętanych i zimnych riffach. A kurwa „Ceremony of Reversion p.2” to już jest jebana poezja – ten kawałek brzmi z kolei cholernie oldschoolowo, jak wyciągnięty z końca lat osiemdziesiątych, szczególnie jego końcówka, mocno umaczana w thrashu zalatującym Destruction (i chyba „Bestial Invasion” na moje ucho, oczywiście odpowiednio przyczernionym). A wspomniany już na samym początku „The Destroyer” z kolei to czysty hołd dla black metalu ze Skandynawii i początków drugiej fali – o ile każdy z utworów jest takowym, to w tej kompozycji stężenie wpływów sięga maksimum. Sami widzicie, że obok tej płyty nikt nie przejdzie z prostej przyczyny – Deus Mortem po prostu utnie mu łeb. Przy użyciu środków dobrze znanych już w tym gatunku stworzyli coś ekstraordynaryjnego – płytę niezwykłą, bo łączącą w sobie pasję, agresję i prawdziwe zło. Mało który zespół tak potrafi.

Całość spina jedno hasło – pierdolony black metal. Jeśli chodzi o albumy stricte metalowe, to w tym roku jak na razie jest to chyba najczęściej słuchany przeze mnie album. I wiele wskazuje, że będzie najlepszym w tym roku.

Ocena: 10/10

Tracklist:

1. Remorseless Beast
2. The Soul of the Worlds
3. Sinister Lava
4. Through the Crown It Departs
5. The Seeker
6. Ceremony of Reversion p.2
7. The Destroyer

 

Autor

11337 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *