Destruktor „Nailed”

Wydawca: Hells Headbangers

Ostatnio wszędzie się szerzą się spiski i matactwa. Ten tego zrobił, a tamten tamtą oszukał i pomówił. Kiedy więc Oracle powiedział mi, że australijski Destruktor to takie radosne granie, stwierdziłem „Pewnie myśli, że jest większy cwaniak. Przecież nawet dziecko wie, że jak ktoś łupie black złamany death metalem to musi być zimny i zły, nie?”. Jednak jak to mawiał Wołoszański w Sensacjach XX wieku „czy aby na pewno”?

Bo Destruktor plumka radośnie. No dobra nie dla każdego. Jeśli jednak kochacie proste łupanie podlane Szatanem i siarką z mało wysublimowanym rytmem, to morda sama Wam się będzie uśmiechać. Tak jak mi teraz, kiedy po raz któryś z kolei słucham najbardziej chwytliwego numeru z tej płyty „Forwards We march”. A co znajdziecie na debiutanckim krążku Destruktor? Wy już dobrze wiecie co. Tak i te zespoły co myślicie, że mają wpływ na Australijczyków to też są. Tak te. Nie te drugie. Bo właściwie wszystko na tej płycie jest jasne. Nic oryginalnego, zero niespodziewanych wodotrysków. Płyta to dla wszystkich konserwatywnych maniaków blackowego szarpania drutów, przeplatanego ciężkimi śmierć metalowymi walcami. I tyle. Nic poza tym. Nuda? Skąd tam znowu. W prostocie siła. Zdaje sobie sprawę, że jeśli ktoś pragnie wielkich, duchowych przeżyć muzycznych, to nie ma tu czego szukać. Mam również świadomość że kapel które grają w taki sposób, jest w samej Australii milion pińcest sto dziewięćset. Nie przewiduje również zespołowi zawrotnej kariery. I szczerze powiedziawszy mało mnie to obchodzi. Mi się ta płyta po prostu podoba. Poza tym podziwiam wytrwałość. Wydać dopiero po 15 latach istnienia debiutancki długograj, to jednak trzeba mieć w sobie szatańskie pokłady determinacji. Nie tam, żeby moje życie jakoś się specjalnie zmieniło po tym jak się dowiedziałem, że taki Destruktor bytuje sobie na tym świecie. Nie jest to też w sumie płyta, którą będę wspominał jak już udam się na zasłużoną recenzencką emeryturę. Nic z tych rzeczy. Solidnie nagrana płyta.

Szczerze powiedziawszy pojęcia nie mam czy płyta jest jeszcze dostępna w sprzedaży, tym bardziej, że starym tru-sposobem została wydana w limitowanych edycjach (wiadomo większa szansa na spuszczenie całego nakładu). Jeśli jednak jeszcze jest gdzieś dostępną, a wy kochacie sami wiecie kogo, to dajcie Szatanowi zarobić na zapas skórzanych wdzianek. Żałować w sumie nie będzie czego.

Ocena: 7.5/10

Tracklist:

01. Embrace the Fire
02. The Epitome
03. Inspiration Suicide
04. Violence Unseen
05. Nailed
06. Forward We March
07. Meccademon
08. Endless Reign of Terror
09. After Death Murmurs
10. Spawning the Immortal
Autor

3794 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *