Wydawca: Dark Descent Records

To już trzeci raz, gdy przychodzi mi recenzować płytę Finów z Desolate Shrine. Czwarty w ich dorobku krążek nazywa się „Deliverance from the Godless Void” i w zasadzie nie mam pojęcia, co w przypadku tej kapeli mam nowego napisać.

Mam nieodparte wrażenie, że temat pod nazwą Desolate Shrine został przeze mnie już maksymalnie wyczerpany. Dlaczego? Otóż Finowie po raz kolejny nagrali płytę znakomitą, ale nieróżniącą się ani o jotę od swoich poprzedników. Dalej jest to doskonały śmierć metal, ale zagrany w tak specyficzny sposób, że wrażenia i odczucia mu towarzyszące tożsame są z tymi, których doznajemy przy słuchaniu black metalu. Wokalnie dalej jest to majstersztyk, a warsztat muzyczny jest zajebiście blisko perfekcji. Czerpię naprawdę wiele przyjemności z odsłuchu tej płyty. Zresztą mam dalej tak samo z poprzednimi. W tym jednak wypadku muszę wprowadzić pewien element niepokoju i wątpliwości. Bo czy to jest ok, gdy kapela wydaje nową płytę, która równie dobrze mogłaby być debiutem, albo „numerem trzy”? Dokładnie tak to wiedzę. Ich płyty mogłyby ukazywać się w dowolnie zmienionej kolejności i nawet nikt by się nie zorientował. Oznacza to jedynie, że zespół nieco galopuje w miejscu.

Jednak najważniejsze pytanie jest inne: czy to źle? Jeśli muzyka dalej bije po ryju w sposób absolutnie bezlitosny, to chyba wszystko jest w jak najlepszym porządku…

Ocena: 8/10

Tracklist:

1. The Primordial One
2. Lord of the Three Realms
3. Unmask the Face of False
4. The Waters of Man
5. The Graeae
6. Demonic Evocation Prayer
7. The Silent Star
8. …of Hell