Demonic Cremator „My Dying Breath…”

Wydawca: Bestial Invasion Records

My Dying Breath…” – tytuł jakby pochwała porannego chuchnięcia na kacu. Coś w tym musi być, bo gatunek muzyki jaki wykonuje Demonic Cremator raczej do abstynencji nie nawołuje. Z drugiej strony, podprogowo do picia też nie zmusza…

Jako, że Szkoci to naród ponoć bardzo skąpy, toteż „My Dying Breath…” jest jedynie trzyutworową epką. Do tego trwa niespełna dziesięć minut, czyli ledwo co człowiek zacznie łbem machać, już musi lecieć zmieniać stronę. Przy pisaniu tej recenzi bardziej się ochodzę od komputera do sprzętu grającego i powrotem niż na bieżni. Ale wracając do muzyki – Demonic Cremator sprokurował nam niewielką dawkę muzyki, ale za to w bardzo porządnym hellhammeryzującym stylu, że się tak wyrażę. Duża rytmika, zwłaszcza w numerze tytułowym, brudne brzmienie i wiadomo o co chodzi. Do tego całkiem niezłe zróżnicowane wokale. Zmieniamy stronę, mamy numer drugi, a w nim już trochę więcej venomowskiego chaosu, choć nadal duch Szwajcarów góruje nad całym nagraniem. Zaś zamykający całość „Virus” jest najszybszym kawałkiem na płytce i oczywiście on również utrzymany jest w oldskulowym stylu z czarcim piętnem. Bardzo przyjemnie słucha się tej siedmiocalówki, przy całej umowności słowa „przyjemnie”, hehe…

Co ja Wam będę tu dupę zawracał długą recenzją, skoro to tylko dziesięć minut muzyki – czcicie oldskul całym czerniutkim serduszkiem? To szukać Demonic Cremator! Nie czcicie? To spierdalać.

Ocena: 8/10

Tracklist:

1. My Dying Breath…
2. The Holding Place
3. Virus
Autor

12149 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *