Wydawca: Sepulchral Voices Records

Szwedzi z death metalowego Degial już mnie przyzwyczaili do tego, że jak wydadzą krążek to nic tylko nakryć się kopytami. Dlatego więc w przypadku „Predator Reign” byłem pewny swojej reakcji.

I naprawdę nie przesadzę jeśli powiem, że ten krążek będzie idealnym zwieńczeniem roku na death metalowej scenie. Przynajmniej w mojej opinii. Trójka od Szwedów przynosi niemniej jednak pewne zmiany stylistyczne, jeśli porównamy ją do wcześniejszych albumów. Przede wszystkim, ci z Was którzy są z nami od dłuższego czasu, zapewne pamiętają, że zawsze za główną inspirację uważałem w przypadku Degial debiutancką płytę Morbid Angel. I dalej można powiedzieć, że ten zespół odcisnął w muzyce Degial słyszalne piętno. Ale na nowym albumie baaaaardzo wyraźnie przebijają się też echa Angelcorpse, co cholernie mi pasuje (nawet wokal przypomina Pete’a). Przez to muzyka Degial stała się jeszcze bardziej siarczysta, jeszcze bardziej tchnie piekłem. „Predator Reign” przynosi dziesięć utworów, z których każdy jest osobną deklaracją rozpętania jebanej wojny. Z każdego z nich wylewają się na słuchacza potężne, opętane dźwięki, dzikie gitary chłoszczą dupska a maniakalne solówki nie dają się okiełznać. Cały album jawi się przez to jak zwarty, śmiertelny cios, precyzyjnie wycelowany w twarz wszelkich świętości. I takiego grania właśnie po nich oczekiwałem.

Czterdzieści minut genialnego death metalu. Choć genialnego to może zbyt wiele – po prstu takiego, który po sobie zostawia jedynie zgliszcza. Ostrzegałem.

Ocena: 9/10

Tracklist:

1. Predator Reign
2. Thousand Spears Impale
3. The Savage Covenant
4. Crown of Fire
5. Devil Spawn
6. Hellstorm
7. Heretical Repugnance
8. Annihilation Banner
9. Triumphant Extinction
10. Clangor of Subjugation