Decaying “The Last Days of War”

Wydawca: Hellthrasher Productions

Decaying wydaje swoje materiały z miłą dla ucha regularnością. Co cieszy mnie osobiście, bo jestem dla nic wymarzonym mięsem armatnim.

Łykam bowiem ten ich death metal jak Sasha Grey nasienie, równie łapczywie, tylko może u niej wygląda to ciut lepiej, hehe – tak czy inaczej, zostając w tematyce, „The Last Days Of War” przyprawia mnie o orgazmiczne wrzaski „tak, kurwa, tak!”. Finowie na dwóch poprzednich utrzymywali wysoki poziom, ale ich trzeci numer rozkłada mnie na łopatki – czyżby baśń o przełomowości trzeciego krążka była prawdziwa? Nie wiem, w każdym razie w przypadku Decaying się sprawdza – płyta jest krótsza od poprzedniej o dwadzieścia minut i dla mnie to duży plus – jednak death metal w dawce ponad godzinnej, nie ważne jak dobry by był, rzadko kiedy sprawdza się idealnie. Nie mówię, ze „Ecirclement” było złe, ale jednak w porównaniu do niego „The Last Days Of War” wypada lepiej. Muzycznie nie wiele się tu zmieniło, Decaying wciąż opiera się o patenty wypracowane przez Asphyx i Bolt Thrower i wciąż czyi to wyśmienicie – a głos Matiasa to już niemal dosłownie odbicie wokalu Martina. Pewnie, jeśli podstawić by jego wokal pod płyty Holendrów, niewielu wyłapało by różnice. I jest to też jeden z powodów, z których tak podoba mi się najnowsze dokonanie Finów. Można go sobie puszczać na okrągło, tak jak telewizja puszcza serial o czterech pancernych i psie – i tak jak on ma cały czas grono widzów, tak i Decaying cały czas będzie miał grono oddanych słuchaczy.

Szczerze, to myślałem, że będą cały czas wydawać bardzo dobre albumy i nie wyskoczą jakoś ponad tę poprzeczkę, ale na najnowszym krążku pokazali mi, że chuja się znam i nagrali płytę rewelacyjną.

Ocena: 9/10

Tracklist:

1. Preparation  
2. Code Name Overlord
3. The Ardennes Offensive  
4. Firestorm  
5. The Last Days of War  
6. Passchendaele  
7. El Alamein
8. The Pacific

 

Autor

12271 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

1 komentarz

  • Hellthrasher rozpierdala konstrukcje swoimi wydawnictwami…kolejna bardzo dobra płyta…i zajebista recenzja Oracle’a !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *