Deathwards „Towards Death”

Wydawca: Invictus Productions

Powiedzmy sobie jasno. Thrash metal od dłuższego czasu nie był moim obiektem zainteresowań. Ot gatunek jak każdy inny z masą fan kucy i siwych łbów po pięćdziesiątce pragnących żyć w latach ‘80, erze pierwszych produkcji Sodom, Kreator czy też wielkiego Slayer. Dziś wiem, że będę musiał się z tym gatunkiem przeprosić i na nowo go odkryć.

Wszystko to za sprawą Deathwards i debiutanckiej epki “Towards Death”. Niby to tylko 5 utworów, mocno zakorzenionych i inspirowanych protoplastami. Niby tylko 23 minuty thrashowego, optętańczego grania, ale za to jakiego! Tutaj jest wszystko, co w tym gatunku być powinno: i zakręcone jak świński ogon riffy, i solówki wkręcające niczym huragan (choćby w takim otwierającym “In Death I Become”) i przede wszystkim wokale Hellavengera. Co ten koleś cuduje ze swoim gardzielem, to ja nawet nie. Mistrzostwo i szczyty osiąga w ostatnim kawałku, który to jest zarazem coverem potężnego Infernäl Mäjesty. Tutaj nie ma już absolutnie litości, bo kolejne wersety masakruje niczym kałasznikow wypluwający pociski w stronę słuchacza. Zaś jego kompani dzielnie wtórują mu strzałami z solówek i blastbeatów (“The Hierarchist”). Jest więc i tu odpowiednia prędkość i odpowiedni feeling (“Impending Prophecies”), którego tak ostatnio brakuje mi w debiutach. Co lepsze, nie ma tutaj bezmyślnego kopiowania wielkich. Jest tylko luźna inspiracja, która została przekuta na własne pomysły, a które eksplodują niemal w każdym kawałku, każdym blaście, każdymi riffie i wyśpiewanym wersecie. Więc jeśli znacie pierwsze dokonania Voivod albo Pestilence, to Deathwards na pewno też pokochacie.

Dawno tak dobrze nie bawiłem się słuchając thrashu. Po prostu, odpalasz Deathwards w samochodzie i wiesz już, że nie będzie to spokojna, niedzielna jazda ale czyszczenie chodnika z przechodniów wracających z kościoła.

Ocena: 8/10

Tracklista:
01. In Death I Become
02. The Hierarchist
03. Epitaph From The Underworld
04. Impending Prophecies
05. Overlord (Infernäl Mäjesty cover)

Autor

M. Grafoman, pies karawaniarski... Koneser i nałogowy degustator 40%. Fan zarówno śmierć, jak i czarciego metalu, którego słucha od komunii...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *