Deathspell Omega „Paracletus”

Wydawca: Norma Evangelium Diaboli (dostępna również w Season of Mist)

Napisać o Deathspell Omega coś co nie ociera się o banał, czy wyświechtany frazes jest trudne. To jeden z tych zespołów, który udowadnia tezę tańczenia o architekturze i związku tegoż z pisaniem recenzji. Pewnie się nie uda, ale mus to jednak mus.

Od razu do wszystkich ortodoksyjnych wyznawców jedynego, niepowtarzalnego i (tu wstaw dowolny przymiotnik) zespołu jakim jest Deathspell Omega ostrzegam: nie należę do Waszej sekty. Darować więc możecie sobie dalsze czytanie, bo i tak przecież wiecie lepiej. Mam ja taką pseudo naukową teorię, że Ci którzy klękają przed „Fas”, po pierwszym przesłuchaniu Paracletus zaczną się nerwowo rozglądać, a po kolejnym wstaną z kolan, otrzepią je i pójdą marudzić kolegom. Bo przede wszystkim są to płyty inne. Z tego to wynika, że ich porównywanie nie do końca jest dobrym pomysłem, jednak uciec się od tego nie da, bo jakoś trzeba najnowszy krążek opisać. Najlepiej więc porównać do czegoś co znamy.  Przebywam z Paracletus już jakiś czas i stwierdzam co następuje:

  • Płyta, która za pierwszym razem atakuje chaosem,  po kolejnych przesłuchaniach  staje się jasna i jakaś taka zbyt przewidywalna. Dla tych, którzy odkrywają w „Fas” coś nowego za każdym razem, to będzie zarzut.
  • W stosunku do „Fas” zmienił się ogólny odbiór dźwięków. Wcześniejszy krążek był hmmm, nazwijmy to zimniejszy, tutaj wieje muzycznym wiosennym – choć melancholijnym – zefirkiem. Jakoś to tak wszystko bardziej miękkie jest.
  • Na „Paracletus mamy do czynienia z mieszanką elementów post-rocka z metalem (fakt) . Dla jednych będzie to zwykła masturbacja umiejętnościami i dźwiękiem, dla innych prawda objawiona, opus magnum black metalu. Prawda pewnie, leży gdzieś pośrodku (przypuszczenie).
  • Krążek jest bardziej melodyjny i to również może być wadą, bądź zaletą.
  • Sprawia wrażenie płyty stworzonej z połączenia chłodnej kalkulacji i niebanalnych umiejętności. Stąd i pewnie można by wysnuć wniosek, że wizjonerzy stali się w swojej twórczości mniej szaleni. Tylko właściwie czy to coś zmieni w odbiorze płyty,  tym którzy zespół wielbią lub nienawidzą?

I to właściwie tyle na tę chwilę, czas na jakieś podsumowanie. „Paracletus” to krążek, który bez wątpienia spełni taką samą rolę jak poprzednie płyty Deathspell Omega: wywoła mniej lub bardziej merytoryczne dyskusje na forach internetowych i w już nie zadymionych knajpach. Po dłuższym zastanowieniu stwierdzam, że stylistyka zaproponowana na tym krążku średnio mi odpowiada, co nie zmienia faktu, że uważam, że „Paracletus” to płyta bardzo dobra. Ot taka sprzeczność, nie jedyna zresztą jeśli idzie o ten zespół.

Ocena: 8,5/10 ( w sumie to tylko)

Tracklist:

01. Epiklesis I
02. Wings of Predation
03. Abscission
04. Dearth
05. Phosphene
06. Epiklesis II
07. Malconfort
08. Have You Beheld the Fevers?
09. Devouring Famine
10. Apokatastasis Pantôn
Autor

3307 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *