Deathless Anguish “Demise Inception”

Wydawca: Empire Records

Dobra, moi znawcy metalu wszelkiej postaci, którzy nawet najbardziej wydumane kapele kwitujecie krótkim i znudzonym „Eeeeee, znaaaaam, jasne, że znam…”. Powiedzcie mi, ile znacie kapel z Arabii Saudyjskiej? Tak też myślałem, zresztą sam do niedawna znałem tyle samo. Do czasu, aż zaopatrzyłem się w najnowszy krążek Deathless Anguish „Demise Inception”.

Arabia Saudyjska, jakbyście nie wiedzieli, to taka Polska w wersji mega hard. U Kamala różnie więc bywa z tolerancją, o wiele różniej niż u nas. No ale to nie jest Portal Spraw Zagranicznych, więc porzućmy analizę porównawczą ustroju obu państw i przejdźmy do tego, co nas najbardziej interesuje. „Demise Inception” to dziewięć ochłapów krwistego death metalu, w stylu amerykańskich tuzów, ze szczególnym uwzględnieniem Suffocation czy Deeds Of Flesh. Domyślacie się więc, że nie będzie lekko. I nie jest. To zadziwiające, że kapela z kraju odciętego od wszelkich nowinek kulturowych, w tym i muzycznych, tworzy dźwięki stojące na całkiem niezłym poziomie. No ale to może dlatego, że są głodni tej muzyki i nie są zblazowanymi, „wszystkomającymi” fanami z Europy czy Stanów Zjednoczonych. Decior w wykonaniu tria nie jest może odkrywczy, ale nie można o nim powiedzieć, że jest do bólu wtórny. Płyta utrzymana jest w tempach według zasady „fifty – fifty”, to znaczy, że część krążka z szybką młócącą perkusją i śmigającymi riffami jest równoważona przez partie w średnich bądź walcowatych tempach. Poprawnie skomponowane utwory chwilami ponad ową poprawność się wybijają, tak że mamy na „Demise Inception” kilka naprawdę niezłych, chwytliwych momentów. Ogólnie, przez cały czas trwania wydawnictwa Deathless Anguish stopa skacze mi (choć moja dziewczyna uparcie twierdzi że to z nadmiaru kawy i niedoboru magnezu, hehe), wybijając z mniejszym lub większym zaangażowaniem rytm. Na krążku podopiecznych naszej rodzimej Empire Records bolączką są jednak dla mnie dwie rzeczy. Pierwsza to wokal Kamala, zbyt jednowymiarowy i płaski, przez co trochę monotonny. Ale to chyba efekt drugiego problemu Deathless Anguish – słabego brzmienia. Materiał nagrano w domu Kamala (pewnie najbliższe studio nagrań wynajął lokalny muezzin, by nagrać płytę z serii „the best of”, hehe), a jedynie mastering całości miał miejsce w polskim Hertz’u. No ale to skłonny jestem zrzucić na fakt sytuacji, w jakiej znajduje się zespół.

Gdybym miał porównać Deathless Anguish do kapel europejskich, w tym i polskich, to nie wyszliby oni poza koszyk z napisem „dobre”. No ale trzeba oddać chłopakom sprawiedliwość, że są jednymi z nielicznych w swym państwie, a pionierzy zawsze mają pod górkę. Zresztą niewiele ponad ćwierć wieku temu na polską scenę metalową patrzono podobnie.

Ocena: 7/10

Tracklist:

1. Prelude
2. Inauguration to Dissolution
3. Catastrophic
4. Demise Inception
5. Abdication to Nihility
6. Abomination Creed
7. Condemned Creation
8. Ominous Catacombs
9. Vigor Remnants
Autor

12262 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *