Death like Mass „Matka na Sabacie”

Death like Mass Matka na sabacie

Wydawca: Under the Sign of Garazel Productions/Malignant Voices

Ociągałem z napisaniem recenzji najnowszego pacholęcia Death Like Mass. Powodem było rozpaczliwie szukanie czegoś, co ten materiał ratuje przed zapomnieniem i strąceniem w niebyt.

Niestety nie znalazłem. Ma ten ponad 31 minutowy utwór parę momentów, ale to zdecydowanie za mało. A na tle wcześniejszych materiałów „Matka na Sabacie” wypada po prostu blado. Niestety.

Sama koncepcja dodania ścieżki dźwiękowej do „Matki na Sabacie” Crowley’a (w tłumaczeniu Azarewicza) jest ciekawym pomysłem. Utopionym niestety w zalewie średnich riffów. Najlepiej na tym wydawnictwie wypada wokal. I to za jego sprawą odczuwamy grozę, a jednocześnie rozpala nas ciekawość co kryje się pod płaszczem nocy na sabacie. Że tak sobie poetycko zawieśniaczę. Co ciekawe – i to już bardziej z mojego punktu widzenia – sposób w jaki poszczególne strofy „Matki na Sabacie” są odczytywane, jest jedynym słusznym rozwiązaniem. Głosem, który słyszysz i wiesz, że te słowa musiały tak właśnie zabrzmieć.

Wróćmy do muzyki. Riffy jak wspomniałem w większości nudzą, ale są momenty, które jednak w głowie zostają. Aczkolwiek skupiają się one w pierwszym 8 minutach. I im częściej słucham tego „rytuału”, tym bardziej staje się on dla mnie płaskim i ciągnącym się w nieskończoność wyrzutem sumienia na liście płyt, które już dawno powinno być opisane, a jeszcze nie ruszyłem dupy.

I gdzieś za każdą kolejna wizyta krążka w odtwarzaczu, atmosfera jaką stara się budować zespół, jest coraz bardziej nijaka. Kurwa, lubię black jaki proponuje Death Like Mass, a tutaj mam ochotę wyłączyć i nie mieć z tym materiałem już więcej do czynienia. I kończąc tę recenzję, czuję coś w rodzaju ulgi, że już mogę przestać go słuchać. Może za parę miesięcy, rok wrócę do niego. Z czystej ciekawości, czy coś drgnie.

Tym razem Diabeł zabija nudą.

Ocena: 5,5/10

Tracklist:

01. Matka na sabacie

Autor

3722 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *