Deadnight „Messenger of Death”

Wydawca: Rotting Corpse Records

Często ostatnio bywa tak, że dostaję płytę do recenzji i nie wiem o niej nic (no chyba, że sam sobie ją kupię to, co innego). Tak było i tą razą, gdy w przesyłce od amerykańskiej Rotting Corpse Records dostałem dwa cedeki, a jednym z nich był właśnie Deadnight.

Na okładce albumu Deadnight mamy terenowego konsultanta ds. marketingu i łączności z klientem Zaświaty sp. Z o. o. – kostuchę czyli. Wyjętą (przepraszam za wyrażeniem) żywcem z front roverów Dissection. I jakiś trop to jest bo echa twórczości Jona są na „Messenger of Death” słyszalne. Zwłaszcza w wokalu Mike’a, a także w samej produkcji płyty, która brzmi jak wygładzona wersja „The Somberlain”. Zresztą sam wspomniany Mike pozuje na zdjęciu wewnątrz bookletu w koszulce Szwedow. Może ten fakt implikuje u mnie takie skojarzenia. Ale idąc dalej tym trope, to John – drugi członek duetu z Chicago, powinien mieć na sobie koszulkę Slayera, no ale tego nie ma, bo przyodział Bathory. A Slayerem Deadnight inspiruje się w stopniu bardzo dużym. Posłuchajcie sobie otwierającego debiutancki krążek utworu, wszak to Anioł Śmierci jako żywy – pędząca perkusja, charakterystyczne riffy, jak i sama kompozycja. Następny, „Keeper Of Souls”, podobnie – inspiracje „Postmortem” są aż nadto słyszalne, a przynajmniej na początku utworu. Koncertowym szlagierem będzie zaś na pewno trzeci na płycie, numer tytułowy. Bardzo melodyjny, rytmiczny, przywodzący na myśl debiut takich jednych gówniarzy znad Jeziora Bodom. Wpada w ucho, to fakt, ale przez nadmierną melodyjność odstaje od reszty kawałków, mimo wszystko bardziej zadziornych, thrashowych. Zastanawiam się, jak określić muzykę Deadnight, bo jeśli nazwę to black/thrash’em to co począć z takimi kapelami jak Nocturnal Breed czy Aura Noir? Powiem więc tak: na „Messenger Of Death” znajdziecie mix heavy/thrash’u oraz lżejszego black metalu w stylu Dissection czy Soulreaper. Całości słucha się bez większego bólu, z tym że po przesłuchaniu nie zostanie nam dużo w pamięci. Ale spokojnie można do niej kilka razy powrócić.

Deadnight to kapela jakich wiele. Duet z Chicago nagrał poprawny album, ot – typowy debiutancki krążek. Wstydu on nie przynosi, ale do tego bym sobie zrobił z niego ołtarzyk też mu jeszcze brakuje.

Ocena: 6,75/10

Tracklist:

1. Burned Alive
2. Keeper of Souls
3. Messenger of Death
4. Divine Liar
5. Unholy Revenge
6. Dance of Knives
7. Die With Me
8. In the Dead of Night
Autor

11281 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *