Dead Season „Dusting The Rust”

dead season dusting the rustDead Season to francuska kapela, która podesłała nam niedawno swoją nową EPkę do recenzji. Nie wiem dlaczego, ale po okładce i nazwie zespołu spodziewałem się czegoś w stylu Katatonii. A co dostałem?

Dostałem ponoć thrash metal. Cóż, tak przynajmniej stoi na Metal Archives. Na stronie zespołu stoi jeszcze, że to jest tak zwany „modern” thrash, co już bardziej odpowiada prawdzie. W sumie, to w 100% odpowiada to prawdzie. Ze szkodą dla mnie, gdyż ja po prostu za taką muzyką nie przepadam, co niestety odbije się na recenzji „Dusting the Rust”. Choć zacznijmy od plusów – a takim jest niewątpliwie wokal – mocny, operujący na wielu płaszczyznach. Naprawdę wokalista ma potężny warsztat. I co tu dużo mówić – wokal bardzo dobrze pasuje do muzyki. W muzyce też jest wiele kombinowania, jednak akurat to nie jest to, czego szukam w thrash metalu (no chyba, że słucham Voivod czy Mekong Delta). Jednak Dead Season idzie raczej w stronę Nevermore, Grip Inc. – mnie zaś raczej nigdy nie było po drodze z tymi zespołami. Najbardziej kojarzy mi się to właśnie z pierwszą z tych grup. Brzmienie jest wycackane, wychuchane i wypolerowane jak rodowe srebra, muzyka zdaje się być przemyślana od pierwszej do ostatniej nuty. I tu właśnie leży pies pogrzebany – brakuje mi spontaniczności, lekkiego szaleństwa. Mamy kalkulację, wręcz inżynierię. Pewnie sporej liczbie osób muzyka Dead Season przypadnie do gustu w większym stopniu niż mnie – zwłaszcza, jeśli z Podziemiem im nie po drodze.

Dla mnie po prostu „Dusting the Rust” jest wyprana z emocji, przez co – nijaka. Ani dobra, ani zła, choć potrafię wymienić potencjalne plusy i minusy. Podejrzewam, że przy odpowiednim samozaparciu kapela załapie kontrakt z jakimś majorsem, bo ma ku temu predyspozycje. Niech mają, bo mnie ani ziębią, ani grzeją.

Ocena: 6/10

Tracklist:

01. An Inner Battle

02. Indegistible Mash

03. Dusting the Rust

04. The Whore Who Pays You

05. Zombies Are Swinging

Autor

9985 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *