Dead Saint’s Bitch „NUMB3RS”

Kontakt: Dead Saint’s Bitch

To mi się kurwa nowy rok muzycznie zaczął.

Wyobraźcie sobie moi drodzy następującą sytuację. Zapowiada się chlanie. Najpierw więc trzeba zrobić podkład. Wybór pada na pizzę. Ale, że taka z Was banda indywidualistów, nie możecie się zdecydować na jeden dodatek do podstawowych składników. Jeden chce ananasa, drugiego jara polska kiełbasa. Ten będzie jadł gruszkę, tamten pietruszkę. Obowiązkowo zawsze musi się trafić jakiś chujowy patyczak, co zamówi rukolę. Do tego masło orzechowe, kozi ser i dajmy na to jeżyny. Reasumując każdy dostaje swoją pizzę. Po zjedzeniu idziecie na wódę. Nieobce są Wam grzechy główne, przesadzacie więc z alko i rzygacie. Naraz w jednym miejscu. Tworząc na ziemi kolorowy placek, upstrzony wszystkim dodatkami, które wcześniej ochoczo wpierdoliliście. Po pijaku to i fajnie wygląda, więc śmiechu i psot co niemiara. Na trzeźwo od tego co widzicie, będzie się Wam chciało tylko… rzygać. Nawet gołąb tego nie tknie, a ptaszyska te – jak wiadomo – nie są zbyt wybredne.

I tak mniej więcej wygląda muzyka Dead Saint’s Bitch. Nawpierdalane jest tutaj prawie wszystko. Lwią część stanowią wszystkie te nowomodne metalowe gówna. I żebyśmy się zrozumieli. Żaden ze mnie szatański odpowiednik „Wychowanego na trójce”, co to uszy ma zamknięte na wszystko co wydane po 2000 roku. Chyba że gra jak Pink Floyd, albo inny  Sting. Ale tego tutaj po prostu za dużo. W niektórych miejscach na przykład brzmi to tak, jakby Stos chciał grać jak Linkin Park. W innych z kolei mamy zespół aspirujący do „mocnego brzmienia” (jak to zwykle bywa określane) zasilający lokalne festyny. Gdzie budzi zainteresowanie dzieciaków i starego, obowiązkowego najebanego, metalowca w bandamce (któremu wszystko jedno co gra, byle gitara była), gibającego się ku uciesze gawiedzi. Z cicha pęk wrzucony jakiś motyw  niechybnie skręcającymi w Junior Stressa. A na to wszystko nasramy jeszcze solówką. Żeby przypadkiem słuchacz nie pominął wirtuozerii młodego (jak się okazuje nie taki znowu szczeniak – dop. Ef), aspirującego gitarzysty. Całość dopełnia wokalistka, która popisuje się – na razie powiedzmy bez szału – umiejętnościami. Od czystego po growl. A to tylko część ze składników tej pizzy. Nie twierdzę, że Dead Saint’s Bitch jako zespół nie będzie w stanie tworzyć przyciągających ucho kompozycji, ale powściągnijcie chęć popisywania się tym co to który umie i zna.

Zdziwiła mnie chęć zaistnienia tego bandu na Kejosie. Świadczyć to może o nieznajomości realiów naszego wielce szanowanego i złośliwego webzina. Albo zespół ma podejście bez napinki, a do tego twardą dupę. Albo lubią klapsy.

Ocena: 4,5/ 10

Tracklist:

01.Hypocrite
02.Bluff
03.Bonanza de la Muerte
04.Courage
05.Jon Bon Jovi From Outer Space

Autor

3331 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

1 komentarz

  • Chaosvult… A czy chaos nie polega, hmm… Na chaosie? Wydaje mi się, że to odwrotność poukładania, czegoś spodziewanego i oklepanego, bo jest to znane i lubiane, bo tak było zawsze. Być może właśnie dlatego jeden z naszych „młodych grajków (po trzydziestce)” domagał się właśnie recenzji tutaj 😉
    Twardą dupę mamy i przyznam – dobrze widzieć wreszcie negatywną opinię. Wreszcie czuję, że dostaliśmy szczerą i dobitną recenzję zamiast łaskotanie po jądrach i dziękuję Wam za to w imię całego zespołu 🙂
    Pozdrawiam!
    Wokalistka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *