Darzamat „Solfernus’ Path”

Wydawca: Massacre Records

Kibicuję Darzamat od czasu kiedy usłyszałem „In the Flames of Black Art.”. Był rok mnie pamięć nie myli 1997, a ja pryszczatym nastolatkiem będąc, dałem się „złapać” tej muzyce. Czekając na najnowszą płytę, zdołałem przeżyć 2 rządy (trzeci w trakcie), moją wątrobę, parę miłych koncertów. Na mojej, już nie pryszczatej, twarzy pojawiło się stado zmarszczek. Słowem: trwało to.

Po 4 latach milczenia, Darzamat pojawił się z piątym, muzycznym dzieckiem. „Solfernus’ Path”, bo tak zostało nazwane, okupuje mój odtwarzacz 3 dzień z rzędu. Praktycznie bez przerwy. Spróbuje napisać, co w tej płycie mnie urzekło. Bo to, że skopała mi dupsko, to jest pewne. Nie jest to jednak przecież moja muzyka, a mimo tego, to co zaproponowano mi na. „Solfernus’ Path” przykuła mnie do fotela. Czym? Wielowątkowością muzyczną. Rozbudowanymi, acz mimo tego, chwytliwymi kompozycjami. Melodyjnością, a jednocześnie ciężarem, gitar.  Kopem , który serwuje nam Darzamat, przy dwóch pierwszych utworach( „Vote for Heresy” trafia na moją prywatną listę „best of”). Wielkie ukłony dla Agnieszki „Nery” Góreckiej za czarowaniem wokalem. Za to, że nie bawi się w divę operową, tylko śpiewa swoim głosem, który zresztą doskonale wpisuje się konwencje muzyczną proponowaną przez Darzamat. Czym jeszcze przykuła mnie ta płyta? Długością utworów. Już tłumaczę ten dziwny powód. Klimatyczne granie (przepraszam zespół za użycie tego sformułowania – wytrychu) ma to do siebie, że pojawiają się utwory –glisty. 8-10 minutowe kolubryny z którymi mało kto może sobie poradzić. Darzamat postawił (zresztą nie pierwszy raz) na 3-4 minutowe kawałki. Klimat zachowany , a jednocześnie płyta nie ma kiedy się znudzić. A teraz takie smaczki muzyczne. Intra, w sensie znaczy. Jakie są takie są, tworzą bez wątpienia razem z pozostałymi utworami jedną całość. Ale dwa szczególnie mnie zainteresowały : „Fumus” (jak mi przypomina „Welcome Home Kinga Diamonda!)  i „Venemum” (Terminator!!!). A i na koniec wisienka na torcie. Brzmienie. Szacun dla Black Lounge Studios za wykręcenie takiego soundu.

No i tak. Miało być wyważone, wyszło jak zawsze. Ciężko jednak przejść obok tej płyty obiektywnie. Porywa, naprawdę porywa. Wiem, że to trywialne, ale mimo tego napiszę : najbardziej dojrzała płyta Darzamat. I to nie jest chwyt marketingowy, to zawarte w jednym zdaniu podsumowanie 3-dniowego słuchania „Solfernus’ Path”.

Ocena: 8/10

Tracklist:

01. False Sleepwalker
02. Vote for Heresy
03. I – Devium
04. The Pain Collector
05. Final Conjuration
06. II – Fumus
07. Gloria Inferni
08. III – Venenum
09. Solfernus’ Path
10. Lunar Silhouette
11. King of the Burning Anthems
12. IV – Spectaculum
13. The Chimera
14. A Mesmeric Séance
Autor

3655 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *