Wydawca: Putrid Cult

No to powiem Wam, że jestem mile zaskoczony, a przy tym zażenowany swoją własną ignorancją. Gdy przyszła do mnie płyta Darkstorm do recenzji pomyślałem sobie „O fajnie, w końcu młodziki biorą się niezły heavy/black metal”. A potem patrzę we wkładkę, a potem na Metal Archives.

I się okazuje, że to kapela która powstała 25 lat temu, a to już trzecia płyta kapeli tworzonej przez Lorda Darkstorma. Biję się w piersi, że jakimś dziwnym trafem muzyka tego zespołu omijała moje domostwo. Na „The Oath of Fire” dostajemy bowiem, jak już wspomniałem na wstępie, porządny black/heavy metal. Za główne inspirację wziąłbym tu przede wszystkim Mercyful Fate i Kinga Diamonda. Zarówno w kwestii muzyki, jak i wokali oraz (a może przede wszystkim) atmosfery. Fakt, do głosu Jędrzeja trzeba się przyzwyczaić, bo jest dość specyficzny, jednak osoby hołdujące latom osiemdziesiątym wyczują intencję Darkstorm. Poza Duńczykami czuć tu silne wpływy wczesnego Running Wild czy Bathory z okresu „Blood. Fire.Death” czy „Twilight of the Gods” (w numerze o wiele mówiącym tytule „Song of Ice and Fire”). Mnie to się naprawdę podoba, choć musiałem się trochę przyzwyczaić. Odnoszę wrażenie, że cała idea Darkstorm krąży wokół takiego trochę przaśnego ideału metalu (teksty to typowe metalowe cliche, ale chuj z tym), który po prostu musi upaść na podatny grunt. Osobiście rzeknę, że mnie, jako metalowemu prostakowi, człowiekowi, który lubi słuchać melodie, które już kiedyś słyszał, muzycznie Darkstorm bardzo podchodzi.

Wielu będzie się ze mnie śmiało i wytykało palcami, ale chuj – przyzwyczaiłem się już w podstawówce. Ale Darkstorm naprawdę mi siadło. Polecam sprawdzenie tym, którzy mentalnie są wciąż w latach osiemdziesiątych.

Ocena: 7,5/10

Tracklist:

1. The Guardian of Heavy Metal
2. The Curse of the Pharaoh
3. The Hellfire Club
4. Into the Dead
5. The Rooks of Azelsgard
6. A Tale of Fury and Speed
7. Song of Ice and Fire
8. The Quest of the Ancients
9. Heaven (Rehearsal)
10. The Time of the Wolf
11. The Power of Świętowit