Dagorath „Dagorath”

dagorath-dagorathWydanie własne

“Kiedy recenzja ? A zrecenzowałeś już ? Spóźniasz się z recenzją, dlaczego ?”. Tego typu pytania od niecierpliwych “muzyków” wszelkiej maści hordes – i nie piję tutaj akurat do Dagorath – zawsze mnie niszczą. Płyta nie zdąży nawet dotrzeć za pomocą listonosza a ziomal z zespołu – dajmy na to na v – już trzepie gruchę usilnie wymuszając, by piszący porzucił wszystko i zajął się właśnie jego “dziełem”. Jego świętym Graalem, jego perłą w koronie…

Żeby nie było, że się opierdalałem. Odsłuchałem ten krążek z zylion razy, więc czasu nie traciłem zupełnie. Krążek nie gnił w czeluściach stosu płyt tylko dzielnie “próbował” przekonać mnie do siebie za każdym razem, kiedy kręcił się w odtwarzaczu. I niestety, ale szału na mnie nie zrobił. Czemuż? Ano temuż, że Dagorath to niemal w 100% norweski, wtórny do bólu raka black metal którego graniem pała się chociażby taki Gorgoroth. Więc, czy kopiowanie krajanom wyszło na dobre? I tak i nie. Tak, bo rzetelnie patrząc jest to porządnie zagrany black metal. Z zacnym pierdolnięciem, siarczystym wokalem i odpowiednim, niemal rock’n’rollowym feelingiem z pod szyldu chociażby takiego Carpathian Forest (“Oneiric Cult Of Ravishing Entropy”). Słucha się więc tego na tyle klawo, że aż dziw bierze miejscami, że Polacy tak ładnie potrafią grać po norwesku. I nie, bo za drugim, trzecim i każdym kolejnym razem już nie jest wesoło, a tylko coraz nudnej. Z czasem po prostu na “Dagorath” wszystko zaczyna dziwnie zlewać się w jedno, zaś echa starych, norweskich hordes na tyle się uwidaczniają, że słuchający z ziewem i bez emocji wyłącza odtwarzanie krążka. Nie ma tutaj po prostu punktu zaczepienia, który mógłby wciągnąć na dłużej. Ani świeżości, ani większej kreatywności , która mogłaby zrobić zdecydowaną różnicę w muzyce (cover “Sexual Bloodgargling” to jednak trochę za mało). Ani też odpowiedniej dawki siary, która by choć trochę mogła nadać surowości i zimnego, piwnicznego klimatu (za dużo sterylności w brzmieniu). Za to jest tylko wtórność i kopiowanie już dawno odkrytych patentów. Niby plus ale w tym wypadku jednak ujma. Jestem niemal pewien, że gdyby dodać tego typowego, polskiego wkurwu, brudu i chamstwa, całość wyglądałaby/brzmiała zdecydowanie lepiej (bo przecież nie da się być bardziej norweskim od samych Norwegów, prawda?).

Debiut Dagorath to krążek typu: zagramy dla kumpli parę sztuk, wydamy sobie płytę, wypijemy parę browarów a że Norwegia taka ładna to i lachony się znajdą… Szału nie ma, ale jeśli lubicie granie jakie serwuje chociaż by wspomniany hord na G, to jest to krążek dla was. Ale jeśli wolicie chociażby ostatnią Kringę, to sobie darujcie.

Ocena: 6/10

Tracklista:
1. At The Behest Of The Dark Soul
2. Oneiric Cult Of Ravishing Entropy
3. Ghettoblaster
4. The Hervest
5. Sexual Bloodgargling (Gorgoroth cover)

Autor

408 tekstów dla Chaos Vault

M. Grafoman, pies karawaniarski... Koneser i nałogowy degustator 40%. Fan zarówno śmierć, jak i czarciego metalu, którego słucha od komunii... W 33,4% joürnalist a 66,6% drünk bästard...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *