Curse „Void Above, Abyss Below”

Wydawca: Schwarzdorn Production

Szukając coś na temat Curse (gdyż to pierwsza pozycja zespołu, z którą mam do czynienia) odnotowałem, że kapel o tej nazwie jest około tuzina. Jak oni mogą tak egzystować, zwłaszcza, że na pewno każda z nich twierdzi, że to właśnie ona jest tą prawdziwą, hehe?

„Mój” Curse pochodzi z Islandii, choć szczerze mówiąc obstawiałem albo Niemcy albo Szwecję – jakoś tak mi brzmi „Void Above, Abyss Below”. Trudno powiedzieć dlaczego. Na ich trzecim krążku dostajemy prosty, wpadający w ucho black metal z domieszką thrashowo – hellhammeryzującego feelingu. Nie powiem, żeby ta płyta była nudna, chwilami patenty są bardzo fajne dla ucha, zwłaszcza tam, gdzie thrash metal jest szczególni obecny w muzyce Curse. Czyli na przykład w takim „The Mad Shepard”, zdradzającym fascynację niemiecką szkołą grania. Ktoś gdzieś rzucił hasło, że Curse zbliżone jest do muzyki Darkthrone czy Carpathian Forest. Hmm… nie do końca jest to prawda jeśli chodzi o Karpatki, ale też nie całkiem jest fałszem. Pod względem produkcji oraz ducha tego albumu pewnie można by to uznać za celne porównanie, ale już same kompozycje są raczej dalekie od dokonań Nattefrosta i spółki. Ale zdecydowanie poleciłbym ten krążek fanom Darkthrone. Tak czy owak, „Void Above, Abyss Below” słucha się nieźle, jedynym problemem jest to, że ten krążek dość szybko się przejada – dwa odtworzenia pod rząd to maksimum dla mnie, potem konieczna była zmiana repertuaru w moim stereo.

Curse jest kapelą dla tych, którzy cenią sobie starą szkołę black metalu i raczej dla nikogo innego. Nie wróżę im zawrotnej kariery, bo na taką już chyba za późno. I muzyka też nie ta. Jednak mamy tu porządny i przyjemny dla ucha krążek.

Ocena: 7/10

Tracklist:

1. Desecrating the Divine Trinity
2. Void Above, Abyss Below
3. The Mad Sheperd
4. Infernal Visions
5. I’m the Dead Guy
6. Red Is the Deepest Black
7. Painting the Devil on the Wall
8. Hour of the Skull
9. Priests of the Underworld
Autor

11253 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *