Crystallion „Hundred Days”

Wydawca: Dockyard 1

Kiedy słyszę określenie : „melodic metal” zaciskam pośladki i nerwowo oglądam się za siebie, czy przypadkiem jakiś power metalowy rycerz nie zechce nadziać mnie swoim szpikulcem. …[tu miała by część o tym, że mam jednak zobowiązania wobec wytwórni i ciężki jest los recenzenta, ale „ukradł” mi ten początek Oracle]… Przejdźmy więc do recenzji Crystallion, żeby mieć to jak najszybciej za sobą.

Jak spojrzeniem powłóczystym sięgnąć, wokół puszcze, trawa smagana podmuchami wiatru, dorodne ryby pluskają się w strumieniu. Wtem na ziemię, cień padł rycerza w zbroi lśniącej, niczym oczy jego ukochanej Gryzeldy – królowej wschodnich landów. Płaszcz naszego wojaka tańczył na wietrze, niczym duchy przodków na nagich czerepach wrogów. Rycerz wyjął swój długi, poznaczony krwią orków miecz. Strach budziła już jego nazwa : Ten, Który Zabija Wszystkich o Nieprawych Sercach i Tańczy Skąpany We Krwi Niewiernych. Nikomu, kto spotkał naszego rycerza, nie udało się tej nazwy wymówić dwa razy. Nasz bohaterski generał zacisnął pięść na głowni swojej broni, przedstawiającej ni to orła, ni to wilka, ni to smoka, ale bez wątpienia coś groźnego i bohaterskiego. Zbliżał się czas wielkiej bitwy z siłami zła, które szły ze wschodu, zachodu i północy…. Stop. Nie dam rady więcej. Przesłuchałem Crystalion 3 razy. Poziom cukru w organizmie podniósł mi się do tego stopnia, że hiperglikemię mam jak w banku. Ja naprawdę jestem w stanie zrozumieć, że ktoś może lubić melodyjne gitary, słodkie solówki i klawisze przywodzące na myśl, kościelnego organistę wywijającego po pijaku „a teraz coś co wszyscy znaja” na wiejskiej zabawie. Może kogoś bawi wgryzanie się w historie dzielnego rycerza, którego nazwę miecza znać należy przynajmniej w trzech językach ( elfów, krasnoludów i tych złych).  Może nawet bawi kogoś to, że broń naszego bohatera jest bardziej udziwniona, niż swojego czasu, „sztylecik Glena Bentona ( no cwaniaki, o czym mówię?). Jestem w stanie pojąć, że ktoś znajduje przyjemność, zamiast w szukaniu kobiety, to w śpiewaniu utworów pokroju „The Bravest of Brave”. W końcu nie każdy rycerz wybrankę swoją posiądzie. Ale kurwa, ja potrzebuję odrobiny jaj, kopa, czegokolwiek co powiąże muzykę, która ma w nazwie metal, z mocnym graniem. A tu wszystko takie elfickie. Niby sztuka jest, niby pomysł jest, tylko męskiej ręki brakuje. I nie ratuje tej płyty nawet temat, który na liryki wybrał zespół. Bo i tak wszystko dla mnie trąci wspominanym rycerzem.

Może i Crystallion ma swoich fanów. Może i gra te gigi po niemieckich puszczach. Może nie przeszkadza im chodzenie w skórach i laikrze. Nie mnie oceniać drogę muzyczną, którą sobie wybrali. Być może nawet nikogo z maniaków takiej muzyki nie obejdzie ta recenzja. Dla mnie istotne jest to, że powiększyła się lista płyt, po które nie sięgnę, nawet męczony przez power metalową inkwizycję.

Ocena: 5/10

Tracklist:

01. Cloak And Dagger
02. The Sleeping Giant
03. A Cry In The Night
04. Sole Survivors In Ligny
05. Nations Falling
06. Hougoumont
07. Under Heavy Fire
08. We Stand Aligned
09. Hundred Days
10. The Bravest Of The Brave
Autor

3332 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *