Crystal Moors „Antiqvam Exqvirite Matrem”

Wydawca: Blood Fire Death Productions

Zdzwiko. To oni nie są ze Skandynawii, tylko z Hiszpanii? Śmiejcie się, nie domyśliłem się tego po tytułach jak „Tras la Galerna” czy „Ibervs Flvmen”. Pomroczność jasna, czy jak? Chyba nie, bo i po samej muzyce mi to do głowy nie przyszło.

O kimże ja tak dywaguję? O Crystal Moors i ich debiucie „Antiqvam Exqvirite Matrem”. Co mnie zmyliło? Głównie brzmienie i styl, w jakim porusza się Crystal Moors, gdyż jakoś tak się utarło, że klimaty pagan/folk metalu to raczej w gestii regionu Europy Północnej, a nie Półwyspu Iberyjskiego, gdzie klimat cieplejszy i w ogóle. Ale nie zawracajmy sobie głowy geografią i przejdźmy, do konkretów, czyli do niniejszego albumu. Podopieczni Blood Fire Death Productions wysmażyli bowiem całkiem dobry kawałek pogańskiej muzy. Brutalnej kiedy trzeba, ale i podniosłej, momentami melancholijnej, dobrej po prostu. W zasadzie nie mamy tu sytuacji, w której pagan/folkowa muzyka dominuje nad black/death’owymi patentami, ale nawet w tych brutalnych momentach czuć obecność tego pogańskiego ducha przez cały czas trwania „Antiqvam Exqvirite Matrem”. Dzięki temu debiut Crystal Moors (którzy istnieją notabene już trzynaście lat) jest spójny, bo nawet jeśli całość rozpocznie się od partii fletu, jak w „The Enchantment of Lugnassad”, by po kilku chwilach przejść w mocne black/death’owe uderzenie w średnim tempie równie gładko jak raczej głębokie growle przechodzą w czyste wokalizy, a całość skomponowana jest tak, że ma to przysłowiowe ręce i nogi. Ponadto, generalnie płyta jest dość rozbudowana, ale jak już wspomniałem, słuchacz nie czuje się znużony nawet podczas trwania takiego dziesięciominutowego „Lvnarian”. A przynajmniej słuchacz o pseudonimie Oracle. A ja, jak wiadomo, bywam czasem marudny. Plus dobre brzmienie, z basem chodzącym jak ta lala. Oczywiście, można by się było przypieprzyć, dla samego przypieprzania się, że Crystal Moors nie wnosi nic nowego w ten gatunek. Ale tak po prawdzie – kto obecnie wnosi? Dla mnie ważne jest, że debiut tej hiszpańskiej grupy jest zjadliwy i nie drażni, a wręcz przeciwnie – słucham go z przyjemnością.

Nie mam pomysłu na żadną błyskotliwą puentę. Przepraszam. „Antiqvam Exqvirite Matrem” to po prostu porządnie skomponowana, zagrana i wyprodukowana płyta, po którą sięgnę na pewno częściej niż raz do roku.

Ocena: 4/6

Tracklist:

1. Mons Vindivs
2. Wrath of Centvries
3. Heathenwood
4. Tras la Galerna
5. Brotherhood of the Three Banners
6. Bellvm Cantabricvm
7. The Enchantment of Lugnassad
8. Ibervs Flvmen
9. Lvnarian
Autor

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *