Crushing Axes „Legends”

Kontakt: Tutaj

Crushing Axes to twór całkowicie dla mnie tajemniczy pod względem muzycznym. Jednak napisał do mnie muzyk odpowiadający za ten one man band z prośbą o recenzję ich najnowszej pozycji, więc z chęcią na to przystałem. Bo w przeciwieństwie do wielu znudzonych redaktorów ja lubię nowinki.

I tak, na „Legends” mamy do czynienia z… hmm… W zasadzie to taki misz masz. Całość zaczyna się dłuuugaśnym intrem utrzymanym w stylu Summoning czy późnego Burzum. Rozumiem minutkę, półtorej, ale kurwa, aż tyle? Po tym przechodzimy do muzyki właściwej. Cóż, surowe brzmienie mnie nie odstręcza, bo tutaj to chociaż wszystko słychać. Mamy tutaj i powolny doom i w kilku momentach granie bardziej żywe, pod heavy/thrash, a w kilku kawałkach lekkie podejścia pod death metal taki w bardziej melodyjnym stylu. Wszystko wrzucone w muzyczny tygiel niestety trochę na chybił trafił. Brzmi to jak wyrywkowe powlepianie różnych utworów, w czym utwierdza mnie fakt, iż w jednym momencie słychać urywek rozmowy. Sporo klawiszy. Chwilami zespół całkiem nieźleradzi sobie z doom metalem, zahaczającym nawet o stoner, a tu nagle, niczym matka do pokoju w czasie stosunku, wchodzi growl z pogłosem – no nie mogę się przekonać do takiego rozwiązania. W obu przypadkach, hehe. Kiedy indziej Crushing Axes śmiga nam na thrash metalową nutę i to w naprawdę niezłym stylu (numer 5), by w innym kawałku przejść bardziej w stronę folka nawet. Co dziwne, końcowka tego materiału to całkiem poprawny thrash metal. Niestety, sumując to wszystko do kupy, wypada nam wiejski, weselny bigos – wrzucono tu wszystko, licząc że i tak się nie połapie, a jak się ktoś porzyga, to się powie, że przez wódkę. Brutalnie to brzmi, ale Crushing Axes sam chyba nie wie do końca, czy chce grac death/doom czy thrash. A o staniu w rozkroku już ktoś mądry coś kiedyś powiedział.

Życzę kapeli jak najlepiej, niech siądzie, przemyśli w którą stronę ciągnie ich bardziej i niech zacznie eksplorować ten jeden kierunek. Bo w obu może być dobrze, ale osobno. Póki co jest raczej przeciętnie.

Ocena: 5/10

Tracklist:

01. Omen [Pressage Of Battle]

02. Nibelungen [Fafnir..s Blood]

03.  Heimdall [Genesis 9;13]

04. Nilfheim [Mistland]

05. Offering Ritual [Blót]

06. Witan With The Creator [The Treasure Of The Frankish Kings]

07. KriegerVerein [The Schleswig-Holstein War]

08.  Minnenburg [The Castle Of Love]

09.  Lohengrin [The Warrior Of The Swan]

10. Urthel [13th Law Hammurabi..s Code]

Autor

11074 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *