Corruption “Bourbon River Bank”
Wydawca: Mystic Production
Zaprawdę powiadam, Wy którzy amerykański smak czerpiecie z KFC, czy innego McDonalda… róbcie tak dalej. A Wy, którzy spełniacie swój amerykański sen, kładąc azbest na nowojorskich dachach… zasadniczo też róbcie tak dalej. Jeśli jednak chcecie poczuć prawdziwego amerykańskiego ducha na naszej słowiańskiej ziemi, posłuchajcie 6 krążka Corruption.
Przyznaję się bez bicia, Corruption ani mnie grzał, ani ziębił. Znać znałem, ale żeby słuchać to nie za bardzo. To jest jednak nieważne. Istotne jest to, że nagrał on płytę specjalnie dla mnie. Tak, w trzynastu utworach zawarli dźwięki, które dokładnie odpowiadają mojej definicji muzyki energicznej, alkoholowej, cholernie przebojowej i wpadającej w ucho. Nie będę pisał jakim zespołom składają tym krążkiem hołd, bo pewnie zrobią to inni recenzenci, a ja nie zwykłem się po kimś powtarzać. Napiszę za to, że nagrali płytę złożoną z 13 hitów. Utworów zapadających w pamięć. Wykorzystali do tego proste środki. Mocne i tłuste gitarowe riffy. Specyficzną i rozpoznawalną bluesową stylistykę. Feeling charakterystyczny dla stoner rocka. Całość podlali sporą dawką humoru i alkoholu w ilościach hurtowych. Jednym słowem dobór środków przekazu oryginalnością nie grzeszy, ale połączyli je tak zgrabnie, że dostaliśmy płytę, która kopie mocno po dupskach. Ale za to mam problem. Nie wiem, który utwór wyróżnić. Stało się to wręcz moją obsesją, znaleźć jeden lepszy, wybijający się. I wiecie co? Nie mogę. Rano jest bluesowy Beelzeboss (tak dobrze myślicie, to ukłon w stronę Tenacious D), w południe z kolei ciężki jak kac po whisky „Devileiro”. Wieczorem zaś mocno alkoholowy „Bourbon River Bank”. I taka rotacja trwa od momentu jak usłyszałem tę płytę raz pierwszy. Nie wiem natomiast czy powinni jej słuchać wszelkiej maści zgryźliwy tetrycy i wieczni pesymiści. Ładunek optymizmu i energii na niej zawarty może Was zabić, albo pozbawić oddechu, niczym morski jod mieszkańców familioków. Moc, kurwa, moc!
Nie będzie żadnego podsumowania. Żadnych górnolotnych stwierdzeń, skomplikowanej, ale i błyskotliwej pointy. Obędzie się też bez miałkich „najlepsza płyta w historii Corruption”. Powiem krótko, bo nie czas na płomienne przemówienia: Hell Yeah!
Ocena: 10/10
Tracklist:
| 01. | Beelzeboss | ||
| 02. | Hell Yeah! | ||
| 03. | Magus | ||
| 04. | Candy Lee | ||
| 05. | Devileiro | ||
| 06. | Engines | ||
| 07. | Worlds Collide | ||
| 08. | Another | ||
| 09. | Addicts, Lovers And Bullshitters | ||
| 10. | One Point Losers | ||
| 11. | Pillow Man | ||
| 12. | “Morning Star” Whiskey Bar | ||
| 13. | Bourbon River Bank |
You might also like
|
|
|
|
|





















Zdecydowanie najlepsze dzieło spod pióra Corruption, zawyżające mocno poprzeczkę na poletku krajowego stonera. Po “Virgin’s Milk”, który był ewidentnym zjadaniem własnego ogona, zespół wreszcie sięgnął po garść różnych pomysłów i zamiast bezpiecznie jechać na jedno kopyto, wydał płytę cudownie zróżnicowaną i niesamowicie przebojową. Mocne 9/10.