Children of Bodom „Blooddrunk”

Wydawca: Spinefarm Records

Children of Bodom. Ta nazwa u jednych powoduje odruch wymiotny, u innych namiot w górnej części spodni z laikry. Wydają panowie płyty, ogłaszając przy tym wszem i wobec, przy każdej kolejnej, że wracają do grania z czasów „Something wild”. Jak to mówi pewien żul z mojego rodzinnego miasta: pieprzenie w bambus.

Są zespoły, które ciągle ewoluują. Ich kolejne dokonania zazębiają się tworząc idealnie widoczny tor dorastania wraz z muzyką. Są zespoły, które nagrały jedną dobrą płytę, a potem nastąpiła tendencja zniżkowa. Są zespołu, które znalazły swoją niszę i w niej siedzą, od czasu do czasu, tylko wychylaj±c głowę i to nie za wysoko, co by fani się nie odwrócili. Nagrywają płyty podobne do siebie, od czasu do czasu robiąc chwilowy skok w bok. Niektórzy nazywają to spadkiem formy. I tak jest w przypadków Children of Bodom. Ich przedostatnia płyta, była właśnie taką próbą, co się stanie jak przestaniemy grać tak cukierkowo. No i 14-letni fani zespołu pokazali, że się tak nie da. „Are You dead Yet” można zapisać w kajeciku po stronie strat. A co można powiedzieć na temat „Blooddrunk”? Nic oryginalnego. Granie rozpoznawalne do bólu. Wiadomo, kiedy będzie solówka, kiedy wejdą klawisze (nota bene jest ich w końcu mniej), kiedy Alexi chrząknie, a kiedy pierdnie. Children of Bodom zamknął się w pułapce: gramy melodyjny death, mamy ładne paznokcie i gramy dla 14-latków. A szkoda powiem szczerze. Bo to że Laiho grać potrafi, przekonywać nikogo nie trzeba. Mogli by chłopaki, strzelić jakimś poważniejszym eksperymentem, pieniędzy im przez to nie ubędzie, a może się udać. Owszem jeśli ktoś lubi Children of Bodom, kocha ich miłością bezgraniczną, to łyknie tę płytę bez popitki. Przesłucha i nucąc ją, pobiegnie zrobić sobie tatuaż : „Kocham Children of Bodom”. Oczywiście na łydce, co by mama nie zobaczyła i nie krzyczała: „ja skończę z tym Twoim Szatanizmem i z kolegami w długich włosach. Za naukę się bierz. Egzaminy do Liceum za pasem”. Czego mi brakuje na tej płycie? Świeżości i utworów na miarę „Everytime I Die”, „Follow the Reaper”. Nuda panie. Dobrze, że to tylko 36 minut grania.
Już czuję oburzone głosy WFC (Wielkich Fanów Childrenów) Proszę pana (no bo jednak różnica wieku zobowiązuje), czemu pan nie lubi takiego zajebiaszczego (tak się ponoć teraz mówi) zespołu, co gra metal? Ja nie mówię, że ich nie lubię. Mi się już znudzili. Nie dryga mi, jak słucham ich kolejnych płyt. Chyba, że to uwiąd starczy.

Ocena: 6/10

Tracklist:

01. Hellhounds On My Trail
02. Blooddrunk
03. LoBodomy
04. One Day You Will Cry
05. Smile Pretty For The Devil
06. Tie My Rope
07. Done With Everything, Die For Nothing
08. Banned From Heaven
09. Roadkill Morning
Autor

3301 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *