Cephalic Carnage „Xenosapien”

Wydawca: Relapse Records

Dobrze Wam, wy którzy czytacie sobie teraz spokojnie recenzję „Xenosapien”. Włączacie sobie kompa, wchodzicie na ulubioną stronę (naszą czyli, hehe) i odpalacie sobie recenzję. A ja, biedny żuczek, musiałem ją napisać. I uwierzcie mi – nie tak łatwo zrecenzować takie zespoły jak Cephalic Carnage, zwłaszcza gdy nie pali się, jak oni, stuffu w ilościach przemysłowych.

Muzyka tych popaprańców jest jednym z desygnatów słowa „szaleństwo”, ewentualnie z przymiotnikiem „soniczne”. Nie dziwnym jest więc, iż ich płyta ukazuje się z logiem Relapse Records, a sam zespół jest jednym z ważniejszych podopiecznych tejże stajni. No ale do meritum – muzyka Cephalic Carnage jest zakręcona jak włos afroamerykanki, sami wiecie z jakich okolic, hehe. Masa dysharmonii, zmian tempa, różnorodne wokale, cuda wianki. Posłuchajcie sobie takiego „Heptarchy (In The UK)” – rwane melodie, totalna arytmiczność, w tym jednym tylko kawałku akcja zmienia się szybciej niż na polskiej scenie politycznej. Rąbanka, zwolnienie, piszczące gitary, nagle potężny growl, urwanie, znów growl, rąbanka. Zero jakiejkolwiek systematyczności, żadnego grania na zasadzie refren, zwrotka, refren, zwrotka. A już na przykład następny w kolejności „G.lobal O.verhaul D.evice” to taki niemalże doomowy walec, który centymetr po centymetrze wgniata nas w podłoże. I robi to tylko po to, by za chwilę w to miejsce wpadło tysiąc pocisków z napalmem podczas trwającej niedużo ponad minutę kanonadzie w postaci kolejnego numeru. I jak tu opisać tak szaleńczą i furiacką płytę, jak „Xenosapien”. Skąd oni w ogóle biorą takie zakręcone pomysły? Nie wierzę, by sam tetrahydrocannabinol robił im takie ciełgie we łbie. Mimo tej całej zawiłości, muzyka zawarta na piątym albumie Cephalic Carnage nie traci ani krzty ze swojej intensywności i agresji. Wszystkie dźwięki stworzone przez chłopaków z Denver przechodzą po słuchaczu jak stado wściekłych bizonów, tylko że każdy biegnie w innym tempie i w inną stronę, ale depczą równo i ciężko się po tym podnieść.

Płyty takie jak „Xenosapien” nie są przeznaczone dla wszystkich słuchaczy, a już na pewno nie dla tych, którzy są przyzwyczajeni do prostoty w muzyce. Ja mogę sobie od czasu do czasu posłuchać Cephalic Carnage i to z dużą przyjemnością, bo ich płyty są po prostu bardzo dobre. Ale mimo ich kunsztu i poziomu, na imprezę (gdyby mnie gdziekolwiek zapraszali) wziąłbym ze sobą „Welcome To Hell”. Bo taką muzykie to trza lubić, żeby docenić, hehe.

Ocena: 8/10

Tracklist:

1. Endless Cycle of Violence
2. Divination and Violation
3. Molting
4. Touched by an Angel
5. Vaporized
6. Heptarchy (In the U.K.)
7. G.lobal O.verhaul D.evice
8. Let Them Hate So Long as They Fear
9. The Omega Point
10. Megacosm of the Aquaphobics
11. Ov Vicissitude
12. [hidden track]
Autor

11593 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *