Catch 22 „Soulreaper: Evilution/Devilution”

Wydawca: Metal On Metal Records

Jeśli dotychczas hasło „power metal” kojarzyło się Wam z rycerzami na smokach, o równo przyciętej grzywce, w żabocie wystającym spod zbroi, brakiem organów rozrodczych i wydepilowanymi łydkami – najwyższa pora zrewidować swoje zapatrywania.

Catch 22 gra tradycyjny, amerykański power metal. Różni się on od europejskiego power metalu głównie tym, że ma jaja. Logiczne więc jest, iż Catch 22 też ma jaja, a oprócz nich jeszcze olbrzymie pokłady inwencji, efektem czego jest najnowsze wydawnictwo „Soulreaper: Evilution/Devilution”. Podwójny album, czyli rzadkość ostatnimi czasy. Dwa krążki wypełnione po brzegi soczystym power/thrash metalem. Już od tytułowego „Soulreaper” czuje się, że w żyłach płynie im surówka prosto huty zamiast krwi – melodyjny, balladowy wstęp to tylko zmyłka, bo zaraz po nim wchodzą rozpędzone riffy, wpadające w ucho refreny, zmiany temp, fenomenalny (nie boję się użyć tego słowa) wokal T.J. Berry’ego. Nie inaczej jest w „Cyberchrist”, kolejnym świetnym utworze. Inna perełka na najnowszej produkcji Catch 22 – „Dis Con Nec Ted” cechuje się progresywnym podejściem do sprawy, trochę na modłę Queensryche – utwór wolniejszy, bardziej przestrzenny, z niegłupim tekstem… Lecimy dalej. Krótka szósteczka pachnie mi późniejszym Iron Maiden, świetnie się zaczynającym, z dość gwałtownym końcem. Manila Road – echa tej kapeli słyszę z kolei w „Swimming With Sharks”. Ponadto w tym kawałku Berry daje taką popisówkę, że jak pieprzniecie szczęką o podłogę to Wam już żaden Protefix nie pomoże. A to dopiero minęła jedna trzecia wydawnictwa, więc co będzie dalej? Ha, dalej jest tak samo dobrze! Klangowanie basu w „Doomsday Scenerio” sprawia, iż zdaje mi się, że zaraz usłyszę dalsze takty „The Clairvoyant” Ejronów. I o ile kawałki z pierwszej płyty mają bardziej heavy/epickie zacięcie, co właśnie przedstawiłem po krótce, to już krążek numer dwa, charakteryzuje się trochę mocniejszym podejściem do tematu. „Saviour Self” czy ”Crawling” spokojne podchodzą pod thrash’owe patenty Testament. „T.F.A.” to wzorowany na solowych dokonaniach Halforda czy nawet jego Fight numer, chyba najbrutalniejszy na całym albumie o wiele mówiącym tytule (bo rozwinięcie oznacza Total Fuckin Annihilation). Dalej mamy balladowy (choć nie na długo, hehe) „Greed (I Can’t Believe)”, natomiast ostatnie trzy kawałki stanowią trylogię kończącą krążek. Słówko o produkcji – zajebista, mięsista, brzmiąca wprost idealnie dla takiego grania. Obie płyty trwają ponad osiemdziesiąt minut, ale nie wiadomo, kiedy ten czas mija. Jasne – jeśli ktoś nie lubi takiej muzyki, to będzie dla niego niespełna półtorej godziny mordęgi. Ja nie mam z tym najmniejszych problemów. Zresztą jak, cholera, można nie lubić takiej muzyki?!

„Soulreaper: Evilution/Devilution” to krążek świetny, windujący Catch 22 w górę, coraz bliżej panteonu zajmowanego przez zespoły pokroju Judas Priest. Z całą pewnością jest to jeden z najlepszych krążków tego roku, w tym stylu grania. Zwala z nóg…

Ocena: 5,5/6

Tracklist:

Disc 1
1. Soulreaper
2. Cyberchrist
3. Atlantis Rising
4. Dis Con Nec Ted
5. Drown
6. War Song
7. Swimming With Sharks
8. Doomsday Scenario
9. – Innothing –
10. Rising
11. Damned For All Time
Disc 2
1. Crawling
2. Never
3. Vertigo
4. Saviour Self
5. Lies Of The Sinner
6. Killing Floor
7. T.F.A.
8. Greed (I Can’t Believe)
9. Summer’s Reign
10. Season Of The Witch
11. Winter’s Call
Autor

11089 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *