Capitollium „Bloodfall of Flesh”

Wydawca: Sworn Records

Nie wiem jak zacząć. Bo nie wiem, jak się ustosunkować. Bo mam odczucia niejednoznaczne i sprzeczne. A przecież wstęp to ważna sprawa. Jak śniadanie na początku dnia. Nie można go pominąć. Są już trzy linijki? No to przejdźmy do konkretów.

Capitollium to kapela z Ukrainy, mająca na koncie już tzry albumy, ale dopiero ten – czwarty, recenzowany właśnie album, trafił do szerszej dystrybucji. A tym samym w moje łapy. Wraz z promówką „Bloodfall Of Flesh” dostałem też notkę promocyjną, w której spece od marketingu ze Sworn Records napisali, iż płyta ta jest idealna dla fanów Dimmu Borgir, Anorexia Nervousa czy Septicflesh. Co się tyczy dwóch pierwszych to ich najwierniejszym fanem nie jestem. Odnośnie Septicflesh powiem jedno – nie wygłupiajcie się. „Comunion” przy „Bloodfall Of Flesh” to jak Napoleon Bonaparte przy Grigoriju z „Czterech Pancernych i Psa”. Z Capitollium sprawa wygląda tak: na moje ucho jeśli ma się ich do kogoś porównać to byłaby to pod względem stylistycznym nasza rodzima Lux Occulta. Ale… właśnie – ale. Piąty opus Lwowiaków, w przeciwieństwie do ekipy Jaro.Slava, wchodzi mi opornie. Taki „Ego Sum Lead” – kojarzy mi się z Luxami strasznie, a zarazem drażni taką nieporadnością. Trochę tu damskich wokali, trochę wolnych gitar, trochę szybkich temp, a wszystko to zmieszane jakby przypadkiem w jedno. Kapela próbuje wykreować atmosferę podniosłości i mistycyzmu, ale ja tego nie kupuję, bo wieloma sukcesami pochwalić się tu nie może. I nawet jeśli w którejś chwili zaciekawi mnie gitara, albo jakiś inny niezły motyw, to długo się nim nie nacieszę, bo zaraz psuje to nagłe zwolnienie i wejście damskiego wokalu albo klawiszy. W ten sposób zespół zepsuł na przykład cover naszego Behemoth – cała agresja uchodzi niczym powietrze z dmuchanej lali, której zrobiono dodatkową dziurkę. Nie wiem, może jeśli ktoś się jara takim graniem, to znajdzie tu coś dla siebie i na „Bloodfall Of Flesh” się pokusi, no bo jakoś nadzwyczaj złe to nie jest – wszystko brzmi dobrze, ma niezłą okładkę, kilka dobrych fragmentów się znajdzie. Ale dla mnie jest to za mało.

Pojadę frazesem, ale co mi tam – Capitollium to zespół jakich wiele, stojących w jednym, równym szeregu, w koszulkach z napisem „Przeciętniacy w służbie Szatana”. A szkoda, bo myślałem, iż z czwartym krążkiem Ukraińców dostanę coś więcej.

Ocena: 5/10

Tracklist:

1. Bloodfall of Flesh
2. Nihil Versus Dei
3. Ego Sum Lead
4. Arachnophobia
5. Petrified Mirk
6. Mensis Of Mind
7. Triumphator
8. Chant For Eschaton 2000 (Behemoth cover)
9. Open the Gates (Hidden Track)
Autor

11281 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *