Cantique Lépreux „Cendres Célestes”

Cantique Lépreux - Cendres CélestesWydawca: Eisenwald Tonschmiede

Jest! W końcu – od bardzo długie czasu – trafił mi się album, który już na starcie rozłożył mnie na łopatki. Mam go w odtwarzaczu (tak, w 320kbps też, jakby kto pytał) już przeszło miesiąc i nadal wywołuje on u mnie dreszczyk emocji za każdym razem, gdy mam okazję go słuchać.

Na początek trzeba zdać sobie sprawę, że Cantique Lépreux nie gra żadnego skomplikowanego black metalu. Ba ! Nie odkrywa wręcz żadnych nowych rejonów, by stać się protoplastą gatunku, ani tym bardziej nie stara się wkomponować w żaden muzyczny trend. Rzekłbym nawet, że ociera się o wprost prymitywną prostotę, której nie powstydzili by się najlepsi mistrzowie gatunku. I to w nie wymuszonej prostocie tkwi właśnie siła “Cendres Célestes”, która pod swoim okryciem niesie chłodny, wręcz skuty lodem klimat. W zasadzie zawsze gdy załączam “Cendres Célestes” widzę przed sobą niesamowitą przestrzeń: Potęgę gór, ogrom przepięknych, pokrytych śniegiem lasów i stepów oraz grozę czyhającą pośród nich (“Le froid lépreux”, “La meute”), skute lodem rzeki i jeziora pośród norweskich fiordów a wszystko to pod nieboskłonem czystego, nocnego nieba gdzie szlak ostatniej podróży odbywanej przez trędowatego wyznaczają jasno świecące gwiazdy i majaczące zielonymi kolorami pasma zorzy polarnej (jeśli słyszeliście chociażby genialne “Venter på stormeneVemod będziecie wiedzieli o czym mówię). Naturalnie, kopiowania mistrzów nie można Kanadyjczykom zarzucić (ba! nawet nie usłyszycie tutaj żadnego klawisza). W odpowiednim momencie bowiem przyspieszą sążnym blastem czy też zmrożą lodowatym, oplecionym wręcz grozą wokalem (“Le mangeur d’os”) by za chwilę zwolnić solówką wbijającą się w serce niczym lodowy sztylet (“Transis”). Dzięki temu Kanadyjczycy stworzyli album idealnie wtapiający się w naturę północy. Jej potęgę i jej nieprzewidywalność, która potrafi przykuć niczym obraz Claude Moneta (dokładniej Fjord à Christiania – przyp. Łysy). Nie uświadczycie więc tutaj niczego nowego, choć możecie być pewni, że z prostych środków przekazu Cantique Lépreux wyciągnął o wiele więcej, niż tylko black metal na modłę chociażby wczesnej Gehenna czy ostatnich dwóch dokonań Sorcier Des Glaces

Reasumując. Wiedziałem, że otwarcie tego roku nie może się obejść bez konkretnego ciosu na gruncie black metalu, a Cantique Lépreux właśnie mi go zadał. Warto.

Ocena: 9/10

Tracklista:
1. Introduction
2. Le froid lépreux
3. L’Adieu
4. La meute
5. Tourments des limbes glacials
6. Transis
7. Le mangeur d’os

Autor

329 tekstów dla Chaos Vault

M. Grafoman, pies karawaniarski... Koneser i nałogowy degustator 40%. Fan zarówno śmierć, jak i czarciego metalu, którego słucha od komunii...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *