Wydawca: Triumf Prod. 

To nasz pierwszy kontakt z Triumf Prod. i od razu dwie płyty. Ostatnie dokonania Tenebrae i Caed Dhu. Na pierwszy ogień – czego wnikliwi już się pewnie domyślili – idzie ten ostatni band. A w zasadzie to jednoosobowy projekt.

 

I problem mam z tym krążkiem niezmierny. Słucham go już któryś dzień z rzędu i tak naprawdę nie mogę się zdecydować. Czy to jest płyta która ma u mnie jakieś szanse na dłuższą znajomość, czy jednak jest to krążek po którym czuje się oszukany. Z jednej strony większość utworów zasługuje naprawdę na sporą atencję (zarówno w starym i nowym znaczeniu), a chociażby dzięki temu że śmierdzą latami dziewięćdziesiątymi (zresztą nie tylko). Zapadają głęboko w ucho dzięki swojej prostocie i chwytliwym riffom. Ciekawostką jest fakt, że Caed Dhu potrafi szafować klimatem i podejściem do czarnej sztuki, czego dowodem niech będzie kawałek „The night”, który przywodzi mi na myśl drugą połowę lat dziewięćdziesiątych i stopniowe, coraz śmielsze dodawanie do blacku metalu przeszkadzajek i rozbudowywanie swojej muzyki, co w wielu przypadkach skończyło się chujowo, ale nie o tym tutaj. Generalnie, w moim odczuciu to właśnie ten utwór jest najlepszy, ale to dlatego że kojarzy mi się z jednym z ulubionych zespołów tamtych lat. I tu właśnie pojawia się problem. Czasem zdarza się, że słuchając niektórych płyt ma się wrażenie, że tu i tu zespół pozwolił sobie odtwórczo „zinterpretować” swoich muzycznych bogów. Tutaj w niektórych miejscach mam wrażenie, jakbym słyszał żywcem wycięte i wklejone riffy (w jednym wypadku nawet cały utwór). I to jest dla mnie największy problem, poza perkusją, która w niektórych miejscach brzmi dla mnie koszmarnie. O ile tę drugę kwestię jestem w stanie przeskoczyć, to już z pierwszą mam problem. Z płytą tą mam tak. Słyszę „From the Ashes” – myślę zajebisty kawałek, którego riff wiodący już gdzieś słyszałem. I jest to cholernie nachalne. Z drugiej jednak strony, włączam sobie „Night”i mnie to pierdoli.

Płyta całkiem wyżej „średnia”, mimo bolączek przeze mnie wytkniętych. Taka mnie refleksja naszła, że trzeba Andrzejowi S. podziękować za napisanie Wiedźmina, skutkiem czego nie trzeba podpierdalać nazw z Tolkiena.

Ocena: 6/10

Tracklist:

01. Damn-vation
02. Birth of a God
03. Hail the Christreapers
04. From the Ashes
05. Suicider
06. The Night
07. Let It Burn
08. Nevermore
09. Last Sentence