Po raz kolejny okazuje się, że poza sceną metalową działają kapele, które mają większe jaja niż spora liczba metalowych prawdziwków. Taki Burning Sky, parający się – ujmijmy to z grubsza – hard corem, wysłali do nas płytę i powiedzieli na dzień dobry, że nawet zjebać możemy, bo wiedzą, że to nie jest chleb nasz powszedni.

A nie jak buractwo co to wyśle płytę, a potem z żalem „jak nie wasza muzyka to po co recenzujecie, recenzja nie jest obiektywna!” i tak dalej. Chuj na takich kładę i wolę sobie posłuchać „The Sum of All Fears”. Z dwóch powodów. Bo, jak już wspomniałem, mają jaja. I grają dobrą muzykę. Faktem jest, że ja z hard corem to raczej niewiele mam wspólnego, coś tam słyszałem, głównie oklepaną klasykę. No to tak, Burning Sky jest zdecydowanie cięższe niż taka Schisma czy Madball (już widzę uśmiech politowania hardcore’owców, bo to tak pewnie jakby porównywać Throneum do Behemoth), masywniejsze, nie szarżują też z szybkością, stawiając raczej na walcowate riffy – jednak nie można powiedzieć, że Burning Sky się ślamazarzy. Jednak to „ciężar” jest słowem – kluczem a „The Sum of All Fears”, cieżar który czasem nawiązuje do deathcore’a, szczęśliwie bez tych kiepskich lalusiowatych wokali. Bo wokal też w Burning Sky robi swoje, zachrypiały, niemal growlujący – bardzo dobrze wpisuje się w brutalny przekaz grupy. A że przesłuchałem sobie przy okazji wcześniejsze wydawnictwo grupy stwierdzam, że słychać u nich progres na rzecz właśnie brutalności i ciężaru. I to mnie się podoba.

Ogólnie, jak dla praktycznego laika – płyta niniejsza mi się podoba. Nie przekabacą mnie może na hard core, ale tak naprawdę nie zawsze trzeba słuchać muzyki będącej podkładem do ostrzenia sztyletów z lodu. Bardziej otwartym na takie dźwięki Burning Sky mogę polecić z ręką na sercu.

Ocena: 7/10

Tracklist:

1.

 Knife 02:04
2.
Whispers 01:08
3.
Margin 02:06
4.
Scars 02:00
5.
Hope and Warm 02:12
6.
Mercy Curtain Religion 01:35
7.
Machine 02:09
8.
Selfish and Greed 02:09
9.
Body 01:51
10.
Judge 02:07