Kontakt z zespołem : Broken Sword

Się zdziwiłem.. Nie wiem komu i czym zespół na poczcie zapłacił, ale dostałem płytę szybciej niż Dehaelem. Do tego ponoć się gdzieś zespołowi unaoczniłem, wiedziałem, żeby się po knajpach nie pałętać, bo to się źle może skończyć. Wpierdolem na ten przykład, jeśli recenzja będzie nie po myśli zespołu.

Zacznę więc od minusów. Pierwszym jest brzmienie. Przy agresji muzycznej, której proponuje nam Broken Sword, zdało by się mocniejsze i cięższe pierdolnięcie. Tego mi tu brakuje. Szczególnie słychać to w zwolnieniach, które tu i ówdzie się pojawiają. Z kolei w takim „The Last Days of Seraphs” brakuje mi przestrzeni, jakoś to dla mnie płasko brzmi (nie wiem też dlaczego, ten utwór kojarzy mi się z rzeszowską Misterią). Ciekawy jest zamysł dwojakich wokali. Krzyczanych i growlowanych. Niestety te drugie czasem sprawiają mi wrażenie, jakby na siłę. Teraz przejdźmy do plusów, co by wpieprz nie był zbyt mocny i co bym moje zęby cało wyniósł. Podoba mi się wspominana agresja, z jaką muzycy sieją swój muzyczny przekaz. Pół godziny łupanki, podczas której nie grozi nam czynność będąca synonimem nudy. I to dla mnie główna zaleta „Nest of Evil”. Pomysł na własną muzykę. Co w dzisiejszych czasach, tak częste nie jest. W porównaniu do wcześniejszego krążka, tu mamy wszystko poukładane. Nie ma za dużo kombinacji. Jest jasna muzyczna ścieżka, którą zespół ze stolicy chce podążać. A, że nie ma cwaniaka nad Warszawiaka, to swój pomysł potrafią dobrze sprzedać, niczym ktoś kiedyś komuś kolumnę Zygmunta. I ja to kupuje, materiał znaczy, bo ujął mnie tym, że ani razu nie zaziewałem,  ani nie spojrzałem na playera ile jeszcze do końca. A takiego starego wilka jak ja, ciężko zatrzymać przy krążku na dłużej.

Jest energia, jest agresja, jest moc (ta ze względu na brzmienie, trochę na pół gwizdka). Wszystko to co powinno charakteryzować dobrą metalową płytę. Zresztą patrząc po focie zespołu, chłopaki raczej w rajtuzach, czy innych getrach w takt nowego krążka Rhapsody po lesie nie biegają. Za to picie z nimi wódki i straszenie glanami małoletnich dresów, to musi być  dla nich sama przyjemność.

Ocena: 7/10

Tracklist:

01. End Of Mankind
02. Skullthrone
03. Nest Of Evil
04. Sermon Of Serpent
05. The Last Day Of Seraphs
06. Lord Of Destruction
07. Ancients Gods