Wydawca: Planet Metal Records

 

Kolejny krążek, który został mi podesłany zapoznając się uprzednio z moimi gustami. Żeby potem nie było głupich komentarzy, typu „po co to recenzowałeś, skoro nie lubisz takiej muzy?”.

 

Bones wydało krążek zatytułowany „Bones”, który jest zarazem tego tria wprost z Chicago. Rzut oka na okładkę i co pojętniejsi już mniej więcej wiedzą, czego można spodziewać się po tym krążku. A mianowicie – death metalu, bardzo mocno wymieszanego z crustem. Co daje nam iście wybuchową mieszankę agresji, brutalności, ale i swoistego luzu – punkowego fuck off, który emanuje z tej muzyki. Słychać, że Bones dobrze się bawią odgrywając te wałki, nadają swojej muzyce dobry, punk rollowy feeling, nie ujmując niczego z jej brutalności. Zdecydowanie jednak zapada ten krążek w pamięć po kilku przesluchaniach. Panowie raczej nie pauzują, choć zdarza im się zwolnić („Bitch”) czy wpleść trochę melodii niemal na stoner’ową nutę (końcówka „Bloodlust”) no i rocknrollowych popisów solowych („Lovely Death”). Atutem tej płyty jest również jej wulgarność, no ale jak crust to crust, a że tutaj połączono go z death metalem, to tylko lepiej. Mamy tutaj też i obce inspiracje w postaci coveru chicagowskiego Devastation – nie znam oryginału, ale inicjatywa Bones wyostrzyła mój apetyt na zmianę tego stanu rzeczy.

 

Bones” przypadło mi do gustu i jak widzicie, ani jednego złego słowa nie powiedziałem. Niezła ta kapela, ciekawe jedynie dlaczego tak długo zeszło im z debiutem, wszak na młodzieniaszków nie wyglądają.

 

Ocena: 8/10

Tracklist:

1. March of the Dead
2. Bloodlust
3. Bitch
4. Apocalyptic Warrior (Devastation cover)
5. Good Die Young
6. Slowburn
7. Lonely Death
8. 666
9. Delirium Tremens