Wydawca: Debemur Morti Productions

To, co robią ci francuscy maniacy czarnych dźwięków od dawna przykuwało moją uwagę. Zawsze czekam na ich płyty, bo nigdy tak do końca nie wiem, czego się spodziewać, ale wiem, że chujni nie będzie.

I tym razem jest podobnie. Blut aus Nord to zespół, dla którego granice nie istnieją, gatunki i trendy muzyczne to iluzja, a słowo „ograniczenia” nie występuje w słowniku używanym przez francuzów. I za to własne ich cenie i za to właśnie cenie „777 – The Desanctification”. W zasadzie to miałem dylemat bo nie wiem, czy jest sens oceniać tylko połowę, bo tak naprawdę „777 – The Desanctification” to kontynuacja i zarazem integralna cześć „777 Sect(s)” , więć faktycznie nie ma to sensu. Tak jak nie można wypowiadać się o filmie obejrzanym do połowy tak i ta recenzja nie była by wiarygodna bez szerszego spojrzenia na te dwie płyty i przez próby ocenienia tego prawie półtora godzinnego materiału. Po pierwsze numery nie maja tytułów a jedynie nazwę „Epitome” z numerami od 1 do 13 (sześć na pierwszym siedem na drugim). „777 Sect(s)” zaczyna się od Black metalowego ataku. Motoryczna dogłębnie ryjąca beret praca perkusji plus połamane riffy, pomiędzy, które wplecione są syczące wokale, co, do których nie ma się pewności czy generuje je istota ludzka. Epitome oznaczony cyferką 2 to już to, co lubię najbardziej w muzyce Blut aus Nord! Klimat generowany za pomocą małych środków powolny wręcz ambientowy, przelewające się wodospadem dźwięków partie klawiszowe tworzą razem zawiesinę gęstsza niż smoła… W zadzie na tej płycie jest jeszcze jeden podobny otwór, który tworzy taki klimat jest to Epitome 6. Pozostałe numery na tym materiale są w klimacie chorego Black Metalu z pod znaku złamanych riffów, niespodziewanych zwolnień i szaleńczych przyśpieszeń. Co do drugiej części pod tytułem „777 – The Desanctification” sprawa ma się nieco inaczej, bo mniej tu Black Metalu a więcej powolnego klimatu, klawiszy i ciekawej rytmiki, ta cześć jest bardziej spójna, bardziej konkretna w przekazie i przede wszystkim bardziej hipnotyczna. Doskonale się tego słucha, bo odbiorca wciągany jest w te dźwięki jak w czarna dziurę. Słychać tu przestrzeń i rozmach. Doskonały był by to soundtrack końca świata w zwolnionym tempie, w którym można by dostrzec każdy szczegół, każdy walący się dom, każde płonące drzewo każdą zamienioną w popiół żywą istotę, każde cierpienie i każdą śmierć…

Tego materiału nie da się włączyć i wyłączyć w dowolnym momencie, bo jest to jedna wielka opowieść, historia zagłady, ale i cyklu życia, filozoficzna rozprawa nad istotą śmierci i jej nieuchronnością. Końcem i początkiem….

Ocena:

9,5/10 („777 Sect(s)” – 9, „777 – The Desanctification” – 10)

Tracklist:

Epitome I – XIII