Wróciły stołeczne dzikusy z Bloodwritten. Na momencik jedynie bo zagościli u mnie z li tylko epką. Ale jak to mówią – gość w dom, cukier do szafy.

Bloodwritten, jak na dobrze wychowany zespół dżentelmenów przystało, nie przyszli z pustymi rękoma, jak te ostatnie chamy. Sprezentowali nami bowiem cztery utwory. Pierwszy, tytułowy „Whore” zaczyna się serią z AK47 czy jakiegoś innego ustrojstwa i już wiadomo, że lekko nie będzie. Szybki i agresywny thrash metal z wpływami black metalu, czyli mimo że nic nowego, to jednak cieszy. Mamy tu dwa nowe numery, które rozdają siarczyste kopniaki na prawo i lewo – kurde blaszka, Bloodwritten jest jeszcze dziksze niż dotychczas! Warszawiacy prą naprzód jak Rudy 102, po nich jeno zgliszcza i ruiny! Uch, jak ja lubię takie granie. Trzeci strzał to koncertowa wersja „Taste Insanity” z kulejącą jakością brzmienia, ale za to słychać, jak zadziorną koncertową hordą jest Bloodwritten – dwa razy ich widziałem, to wiem co mówię. Na koniec instrumentalny numer „Return to Tortuga Bay” i co tu dużo mówić – zajebista.

To tyle teraz, więcej pochwał zostawię sobie na trzeci duży krążek zespołu, który mam nadzieję ukaże się niebawem. Tymczasem Bloodwritten w dom, flaszka na stół!

Ocena: 8/10

Tracklist:

1. Whore
2. Bullet Overdose
3. Taste Insanity (Live)
4. Return to Tortuga Bay (Instrumental Demo)