bloodwritten slutPięć lat czekaliśmy na jakieś nowe wydawnictwo stołecznego Bloodwritten. Nie wiem, co im tyle zeszło, wszak wcześniej otwierało się lodówkę, a tam Bloodwritten grało koncert. A tu nagle jak kamień w wodę.

Do czasu. Niespodziewanie, jak partyzanci zza krzaków, Bloodwritten zaatakował z nowym materiałem, to jest EPką „Slut”. Cóż, ostatni materiał jaki recenzowałem nosił tytuł „Whore” – więc jeszcze kilka określeń kapeli zostało do wykorzystania. Osobiście mam nadzieję, że kolejny materiał będzie zatytułowany po prostu „Kurwa”, hehe… Ale zbaczam z tematu. Na nowym materiale mamy trzy kawałki, w tym cover i od niego zacznę bo jako pierwszy mi się odtwarza. Cóż, oczywiście wolę oryginał, ale przeróbka Bloodwritten nie jest zła, ma fajnego thrash metalowego kopa – każdy kto słyszał wcześniejsze numery Bloodwritten wie, jak ta kapela brzmi. Nie rozczarują go więc (o ile oczywiście odpowiada mu stylistyka zespołu) kolejne dwa numery, czyli „Hymn Skrytobójcy” i „Slutfucker”, będące rasowymi black/thrash metalowymi strzałami. Bez zbędnego kombinowania, z dobrym, ostrym riffowaniem, zapierdalające przed siebie jak strzała. Ta muzyka jest bardzo prosta, wpada w ucho – i choć nie łapie mnie żelazną rękawicą za jaja, to jednak słucham tego z przyjemnością.

Materiał jest przyzwoity i choć może nie spuszczam się jak Ef nad ich ostatnim albumem, to jednak mogę go śmiało polecić osobom dla których black/thrashowa prostota i pierdolnięcie są najważniejsze.

Ocena: 7/10

Tracklist:

01. Under a Funeral Moon

02. Hymn Skrytobójcy

03. Slutfucker