Bloodthirst “Sanctity Denied”

Wydawca: Pagan Records

Pragnę zadać kłam niedorzecznym plotkom, jakoby na koncertach przepijam całą kasę. Dowodem mej, częściowej bądź co bądź, ale zawsze jednak abstynencji niech będzie recenzja, którą macie teraz niechybną przyjemność przeczytać.

Na Grim Harvest Festival II zaopatrzyłem się bowiem w drugiego długograja poznańskich thrashersów z Bloodthirst. Tak jakoś się złożyło, że mam większość wydawnictw kapeli, więc i „Sanctity Denied” nie mogło zabraknąć na półce. Co zresztą wynika z faktu, że najnormalniej ich muzykę lubię. Okładka zwiastowała urwanie głowy wraz z odpaleniem płyty. No i nie pomyliłem się wiele. Bloodthirst ponownie zaatakował huraganowym thrash metalem – dekada na scenie i worek wydawnictw spowodował, że Poznaniacy z materiału na materiał coraz lepiej czują się w swoim, charakterystycznym już, stylu. „Sanctity Denied” to wciąż oparta na teutońskiej szkole grania dawka thrash metalu – czyli bez zwolnień, mniej melodii, a więcej agresji, „kanciaste” kompozycje. Wszystko to, za co uwielbiamy muzykę zza Odry. Z tym, że na drugim krążku Bloodthirst jakby wyraźniejsze są też inspiracje innymi gatunkami, a mianowicie death metalem. I to tak spod znaku Morbid Angel, jak i w większej mierze na skandynawskiej szkole. Ale oczywista rzecz, że nie ma tego wiele, a nad całością unosi się duch ekipy Ramba, bo to w końcu duże chłopaki są i nie musza na ślepo zrzynać. Osobiście jednak nie przekonuje mnie na tym krążku brzmienie, bo jakoś jedynka bardziej mi pod tym względem pasowała. Ale aż taka bolączka to to nie jest, by diametralnie wpływała na ocenę końcową.

Najnowsza propozycja Bloodthirst ubije maniaków thrash metalu niczym pyry i dowiedzie przy tym, że chłopaki zasłużenie należą do czołówki grania w tym gatunku na polskiej scenie.

Ocena: 8,5/10

Tracklist:

1. Wine for the Insane
2. March with the Dead
3. Towards Hellfire
4. Congregation of Sin
5. Void Inferior
6. Death Upon Thee
7. Sanctity Denied
8. Rage of the Dogs
Autor

12252 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *