Bloodthirst „Let Him Die”

Wydawca: Pagan Records

Są takie kapele, na albumy których czeka się z niecierpliwością, nawet jeśli nie są to zespoły wybitnie popularne, czy też nie są żadnymi „dużymi nazwami”. Ludzie się dziwią, pukają się w czółko i mówią, że przecież to nie jest żaden gigant i czym się tu podniecać i w ogóle takie tam. No ale jak tu się nie nakręcać, jeśli się „kocha Sodom, żyje thrashem”, hehe? No a Bloodthirst to właśnie czysty, pieprzony thrash metal!!!

Taa, proszę państwa… Bloodthirst wydał właśnie swój debiutancki album, naładowany w 666% staroświeckim, germańskim thrashem. Jest to ważne, że po pierwsze „staroświecki”, a po drugie w germańskim stylu. No bo, jeśli ktoś nie śledzi tego co się dzieje w naszym rodzimym undergroundzie, to może sobie nie zdawać sprawy, że Bloodthirst to najbardziej polscy Poznaniacy. No a Poznań, jak wiadomo, niejedną dobrą kapelę na świat wydał. A że staroświecki? Tak to jest, że trzeba dodawać w dzisiejszych czasach tenże przymiotnik, bo niestety ludzie za thrash biorą dzisiaj takie kapele jak Hunter czy ostatnie wcielenie Acid Drinkers (a to smutna prawda, która wychodzi podczas knajpianych rozmów z różnymi metaluchami – znam to z autopsji). A Rambo i reszta ekipy to sobie muszą strasznie narzekać na los, że nie urodzili się dekadę albo dwie wcześniej, bo na „Let Him Die” serwują nam ognisty thrash metal, jakiego nie powstydziłaby się elita starych thrashersów z RFN. A jeśli przypadkiem taki rzeczony wcześniej metalowiec dorwałby się do ich debiutu, skuszony nalepką „thrash metal” to srodze by się przejechał. Najpierw okładka – ble, jakaś taka czarno biała – pomyśli rzeczony – co oni, nie umieją obsługiwać photo shopa? Takiż sam lay out wewnątrz wkładki, juk! No dobra, przymknie taki oczy na okładkę (bo przecież mp3 okładki nie posiada, hehe) i włączy sobie płytę. No i go normalnie wydrze z trampków i jego bundeswehrki, rzuci w sufit i tak już zostawi. O kurna – pomyśli – co jest, przecież to nie brzmi jak Hunter, ani nawet jak Metallica z ich „St. Anger”. Ano, nie brzmi, gdyż kawałki na „Let Him Die” cuchną takimi kapelami jak Kreator, Destruction czy innymi tuzami zza zachodniej granicy. Co więcej, chłopcy z Bloodthirst zapewne nie wstydzą się swoich inspiracji i pokazują nam, że thrash metal wiecznie żywy jest i basta! Dziewięć utworów z debiutu atakuje nas ostrymi riffami, niezbyt skomplikowanymi, stawiającymi na nieokiełznaną agresję, niźli na instrumentalną ekwilibrystykę. Ale nie zarzucam tutaj bynajmniej żadnego prostactwa, oj nie – umiejętności Poznaniaków stoją na zajebistym poziomie, jak tylko chwycą za swoje instrumenty (bez skojarzeń, chodzi mi o gitary, bas i perkusję, świntuchy!), to normalnie dłonie same zaciskają się w diabełki, a naszywki na katanie układają się w odwrócony krzyż. Z „Let Him Die” bucha energia, szybkość i wściekłość!!! Na krążku nie ma słabego numeru, od początku do końca Bloodthrirst tnie po uszach kawałkami, na których zwolnień praktycznie nie uświadczymy. Wiadomo – jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy, a kolega Rambo dodatkowo robi mu dobrze, wyśpiewując antychrześcijańskie teksty – w końcu Hateful Antichristian Thrash do czegoś zobowiązuje, nie? Normalnie dla mnie to będzie chyba debiut roku. A jeśli mi nie wierzycie, to sprawdźcie z jakim logiem ukazuje się album Bloodthirst – wszak Tomasz z Pagan Records nigdy byle czego nie wydaje.

„Let Him Die” zawładnęło moim odtwarzaczem i nie opuszcza go właściwie – czasem robię przerwę na „The Final Sign Of Evil” wiadomo kogo. I nie będę Wam tu robił żadnych górnolotnych podsumowań – po prostu marsz do płytowego, a po drodze po sześciopak i cieszcie się thrash fuckin’ metalem made by Bloodthirst. Na zdrowie Wam wyjdzie!

Ocena: 8,25/10

Tracklist:

1. (Upon The Cross) Tormented And Lost
2. Desecrate The Lie
3. Destroyer – Bringer of Flames
4. Crush The Bastard Nazarene
5. Thrashing Madness
6. Winds of Death
7. Violent Horde
8. Let Him Die
9. Excommunion (Sacrifice For Hell)
Autor

11089 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *