Wydawca: Caverna Abismal Records

Wiadomo, że Diabeł najlepiej czuje się w dwóch miejscach: w Ameryce Południowej i w Australii. Dziś mamy przyjemność obcować z Diabełm z Antypodów właśnie.

Pod mało oryginalną nazwą dostajemy mało oryginalną muzykę, ale o dość sporej sile wrażenia. Bloodlust (nawet w Polsce mieliśmy swojego horda o takiej nazwie) wypuścił niedawno drugi pełnowymiarowy krążek zatytułowany „At the Devil’s Left Hand„, na którym znajdziemy pokaźną dawkę mocno przypalanego na czarno thrash metalu. Całkiem zgrabnie to chłopakom wychodzi, choć nawet nie musiałem zaglądać im w paszporty by poczuć, że przede wszystkim w duszy gra im narodowa duma – dlatego też jeśli ktoś dotyka się w miejscach intymnych, gdy z głośników gra Destroyer 666, Bestial Warlust czy Gospel of the Horns to podejrzewam, że i w przypadku „At the Devil’s Left Hand” rzeczony Diabeł szepnie mu do ucha by zrobił sobie dobrze. Oczywiście lewą ręką. I nie jest to raczej z mojej strony żadne pójście na łatwiznę, po prostu od razu słychać, w jakim kraju Bloodlust płaci podatki. Nie przeszkadza mi to ani trochę, bo jak powiedziałem, muzyka tego trio idealnie wpasowuje się w me gusta. Może nie kopie jeszcze jak wspomniane kapele, a i w Europie znajdę zespoły, przy których mam większą frajdę, niemniej jednak to co pokazali na drugim albumie jest naprawdę niezłe.

No to teraz możecie przyodziać swoją znaszywkowaną papę i czym prędzej pognać na pocztę nadać przekaz do Caverna Abismal Records z zapłatą za ten album. Dlaczego przekaz? No bo przecież prawdziwi oldschoolowcy nie używają internetu.

Ocena: 7,5/10

Tracklist:

1. Intro
2. At the Devil’s Left Hand
3. Dead Force
4. Witchfyre
5. Death the Conqueror
6. Freak of the Night
7. Black Hymn to Death
8. Wolves of the Warcursed Earth
9. Shadows of the Black Sun