Blooddawn „Metallic Warfare”

Wydawca: Mad Lion Records

Wiecie co? Cud. W końcu trafiłem na Świętego Gralla. Płytę przeznaczoną dla wszystkich: małych i dużych, starych i młodych. Nie wierzycie? No to sami spójrzcie.

Słuchając Blooddawn wiekowy i wyłysiały już metal stwierdzi „Kurwa znam to. Mam to na winylu”, oczywiście nie będzie mógł sobie przypomnieć kogo to Blooddawn stawia za swoich idoli. Nic to jednak bo przecież to całkiem zgrzebny thrash z pewnymi death metalowymi naleciałoścami. Nieco młodsi, ale wciąż z długim stażem, acz jeszcze z resztką włosów, będą dużo żwawiej przytupywać do „Metallic Warfare”, popijając przy tym litry piwska i obłapiając kelnerki, bo przecież żona nie widzi. Młodzi metalowcy, którzy siedzą w tej muzyce już „całe pięć lat” znajdą tutaj płaskie brzmienie (no, abrakurwacadabra Dimmu B. to to nie jest -fakt), brak pomysłów i kartonową perskusję. Do tego materiał jest bardziej prymitywny od wczesnego Bathory (jest wyróżnienie, nie?). Dla zupełnie młodych adeptów czarnego grania „Metallic Warfare” kompletnie nie będzie wart uwagi, bo „po chuj mi płyta zespołu, który się rozpadł zanim zacząłem słuchać mrocznej muzyki”. Dla mnie szału nie ma, ale podoba mi się. Po prostu metal. Do tego plus za to, że Blooddawn lubi zimnego Lecha, minus za zmuszenie mnie do oglądania ich bandziochów we wkładce płyty.

Sami widzicie, że przeprowadziłem w kilkunastu zdaniach dowód na teorie przedstawioną we wstępie. Da się? Da się.

Ocena: 7/10

Tracklist:

 

01. Intro – We’ll Prevail
02. Heavy Metal Fuck
03. Metallic Studs
04. Inverted
05. Club d’ Amour
06. Pagan Storms Unleashed by Odin’s Frostdick
07. Bitching Metal
08. St. Pölten – Open All Night
09. Farewll to Sanity
10. Puke
11. Perished in Fire


Autor

3603 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *