Blood Spore “Fungal Warfare upon All Life”

Wydawca: Blood Harvest Records

Ja pierdolę, kto im te logówki wymyśla to ja nie wiem. Zdaję sobie sprawę, że brzmię teraz jak moja matka patrząca na logo Mayhem i pytająca „Co to za gryzmoły?”, ale u Blood Sporo jest naprawdę grubo.

A potem się człowiek wstydzi na koncercie, że nie umie rozszyfrować, hehe. Dobra, a teraz do rzeczy. Jak zaznajomicie się z „Fungal Warfare Upon All Life”, czyli debiutancką Epką zespołu, to żadne logo nie będzie Wam straszne. A jest też szansa, że wpadnie Wam ten materiał w ucho, szczególnie jeśli lubicie prymitywny doom/death/black metal. Że za dużo naraz? Niekoniecznie. Już mówię o co mi chodzi. Pierwsze skojarzenie, jakie przebiegło i przez łysy łeb, to Profanatica. Szczególnie w kwestii wokalu, ale też takiego prymitywnego napierdolu, w raczej średnich tempach, za to mocno rytmicznego. I wyobraźcie sobie, że mieszacie to z Nunslaughter, Necrovore, naszym Throneum i dodatkowo nie dajecie im jakoś bardzo przyspieszyć. Wypisz, wymaluj – Blood Spore. Niegłupie jest to granie, surowe, proste, śmierdzące siarką. Ponadto numery nie należą do najkrótszych – między sześć a dziewięć minut, łącznie dostajemy dwadzieścia dwie minuty dobrego metalu, który brzmi brzydko i brzydko się kojarzy. Solidnego przede wszystkim, bo o ile serca nie podbił, z butów nie wyrwał, to słucha się go nieźle.

I to by było na tyle, jeśli chodzi o debiut Blood Spore. Zapoznajcie się z nim, Wy wszyscy maniacy brzydkiego metalu. Polecam.

Ocena: 7/10

Tracklist:

1. Hostile Fruiting Bodies
2. Cede to the Saprophyte
3. Apex Colony
Autor

12262 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *