Black Sachbak „Black Sachbak vs. the Future”

Wydawca: Combat Records

Bardzo dawno nie recenzowałem sobie kapeli, która obracałaby się w takim cholernie klasycznym amerykańskim crossover/thrash metalu – właśnie sobie to uświadomiłem. Aż tu nagle wyskoczył Black Sachbak.

U nich wszystko to jest jedna wielka klisza. Okładka, muzyka, zdjęcia, logo, teksty. Wypisz wymaluj wielki hołd dla thrash metalowej sceny Bay Area, z olbrzymią dawką cross over. Na „Black Sachbak vs. The Future” mieszają się nam wpływy Exodus, Anthrax, D.R.I, Suicidal Tendencies. No nie powiem, czasem mam olbrzymią ochotę na taką muzykę, ale zauważam, że im jestem starszy tym jakoś rzadziej. Niemniej jednak czasem taka chętka się pojawia. Czy wtedy szukam zespołów pokroju Black Sachbak? No zdarza się, ale wolę jednak sięgać po klasykę. Czy będę sięgał po Black Sachback? Nie wiem… Niby powinno mi się tu wszystko zgadzać. Może poza wokalem – wokal mnie wkurwia i nie wiem czy to wina tego, że zespół pochodzi z Izraela i gość ma straszliwy akcent, czy taki jest jego pomysł na muzykę. Jeśli to pierwsze, może lepiej zmienić wokalistę, jeśli to drugie – może lepiej zmienić pomysł na wokal. Bo poza nim to w zasadzie ta kapela utrzymuje się w normie. Chwilami więcej tutaj nawet tego crossovera co w sumie cieszy, bo jest jeszcze żywotniej. Ale chwilami kapela odpływa w lekko funkujące rejony, moim zdaniem niepotrzebnie, o coverowaniu Jacksona nie wspomnę. No dobra, ich sprawa. No tak to jest z tym albumem, że nie zawsze mi fajnie wchodzi. A czasem fajnie. Czyli coś z nim musi być nie tak. Ale thrashersi (jeszcze są tacy, czy już zostali okultystycznymi magami black metalu?) powinni być z drugiej płyty Izraelczyków usatysfakcjonowani.

A w pojedynku Black Sachback vs. Oracle jest:

6/10

Tracklist:

1. Intro
2. Race and Wealth
3. The Core
4. Nsp – Fly
5. Time Quest Assassin
6. The Michael Jackson Job
7. Party Hard Living Tight
8. Feast of Aurora
9. Ftl
10. Escape
11. Antichip
12. Fight Against Sobriety
Autor

12148 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *