Wydawca: Relapse Records

Black Anvil to moje niedawne odkrycie. Ponieważ panowie objawili mi się za sprawą najnowszego krążka zatytułowanego „As Was”, to nad nim będę się dziś pochylał.

Zacznę to tego, że członkowie Black Anvil wywodzą się z nowojorskiej sceny HC. Dziwi nieco diametralna zmiana zainteresowań, bo Black Anvil to nic innego jak black/thrash okraszony rockowym zacięciem. Na czym to polega? Chłopaki grają osty jak brzytw czarny thrash, przy czym wplatają w to wszystko czyste wokale. Wielu krzyknie: „Herezja!” Uwierzcie mi jednak: brzmi to bardzo intrygująco i ma to sens. Dodaje sporo smaczku i epickości, ale jest to tylko na plus. Bez tego elementu Black Anvil byłby dobrą kapelą, ale nie wyróżniałby się specjalnie na tle innych. Te rockowe melodyjki i wokale nadają temu zespołowi oryginalności i sprawiają, że warto się nimi zainteresować. Jest ku temu okazja, bo zawitają niedługo do Polski i wystąpią w Krakowie w ramach Southern Discomfort numer 49. Teraz coś o moich ulubionych kawałkach. Zdecydowanie na pierwszym miejscu jest utwór zatytułowany Ultra”. Nie dość, że mamy tu naprawdę kapitalny riff przewodni, to jeszcze wokalnie jest to majstersztyk. Zajebisty numer. Wbija się też w pamięci utwór tytułowy zaczynający się jak jakaś ballada, ale jego dalszy rozwój zdecydowanie jej nie przypomina. O pozostałych numerach można też pisać w samych superlatywach. Ale najważniejszy w tej muzyce jest pomysł. On sprawdził się kapitalnie. Może naraził zespół na oskarżenia o zdradę, myślę jednak, że chłopaki mają to w dupie.

Ja też mam to w dupie i Black Anvil polecam Wam serdecznie. Nagrali świetny materiał, z którym warto się zapoznać!

Ocena: 9/10

Tracklist:

1. On Forgotten Ways
2. May Her Wrath Be Just
3. As Was
4. Nothing
5. As an Elder Learned Anew
6. Two Keys: Here’s the Lock
7. The Way of All Flesh
8. Ultra